Nie czytaj kryminałów

Bacówka jest przepełniona rozmowami. Poziomy deszcz spowolnił turystów wracających z Turbacza, a kameralny drewniany dom z migoczącym światłem w oknach, obietnicą ciepła, jawił się jako bezpieczne schronienie.

Po dwudziestej przestało padać. Stałam na osłoniętym balkonie, obserwując jak lepka jak wata cukrowa mgła skrada się coraz bliżej. 5 minut temu nie zasłaniała jeszcze płotu. Teraz pozostaje mi tylko wiara, że wciąż tam stoi.

Słyszę miauczenie burego kota, który wyruszył na nocne łowy. Rozcieram dłońmi zmarznięte ramiona pokryte gęsią skórką i wchodzę do środka. Bacówka skrzypi pod krokami zmęczonych turystów. Zapach pomidorowej wgryza się szczeliny, oblepia ubrania i włosy. Nie ma przed nim ucieczki.

Częstotliwość kroków powoli maleje. Słychać pierwsze pochrapywania śpiących i szturchnięcia tych nieszczęśników, którzy muszą dzielić z nimi pokój. Wskakuję pod kołdrę w grubych, wełnianych skarpetach. Popijam wiśniówkę z seledynowego kubka Aleks, krzywiąc się od ognia palącego przełyk. Kładę się na brzuchu, ulubionej pozycji do czytania i otwieram kryminał Jo Nesbo na ostatnim rozdziale.

Zdezorientowana budzę się na podłodze. Kość ogonowa pulsuje od spania na twardych deskach. Niezdarnie podnoszę się na łokciach. Marta wciąż leży na łóżku. Podpieram się na ścierpniętej ręce, na której czuję mrowienie. Sięgam po telefon leżący na szafce i włączam latarkę. Oślepia mnie. Mrużę oczy, przyzwyczajając je do jasności wdzierającej się w smolistą noc. Zerkam na Martę. Nie ruszyła się. To dobrze, nie chcę jej obudzić. Wstaję, trzymając się za lędźwia. Drzwi są uchylone. Wyrywa się ze mnie piskliwy krzyk. Coraz bardziej przeraża mnie, że Marta się nie rusza. Pochylam się nad nią. Patrzą na mnie puste, zimne oczy bez wyrazu. Twarz jest blada jakby wystraszona. Jej gardło przecina gruba linia krwi. Odwracam wzrok. Myślę tylko o tym, aby wyjść z tego pokoju i nie być już sama. Otwieram kolejne uchylone drzwi. Wszędzie powtarza się ten sam widok. Poderżnięte gardła. Puste spojrzenia. Cisza.

Mgła zagląda do okien, a ja nie jestem pewna czemu przeżyłam jako jedyna. Spadłam z łóżka? – zastanawiam się, przyglądając się krwi zastygłej pod paznokciami – Czy to ja ich wszystkich zamordowałam?

2 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *