O tęsknocie za północą

Odetchnęłam. Płuca przyzwyczajone do warszawskiego smogu nie wiedziały jak poradzić sobie z islandzkim powietrzem. Czułam się jak na tlenowym haju. Biodro nadal pulsowało po upadku podczas trekkingu do gorącej rzeki. Pod dłonią wyczuwałam rosnący guz.

Nie wstrząsnął mną największy islandzki wodospad ani czarna plaża, ani gejzery. Poraziła mnie przestrzeń na totalnym pustkowiu. Stałam na małym wzniesieniu, obejmując wzrokiem niekończącą się białą pustkę. I ta pustka mnie rozczuliła. Poczułam się wolna.

Tęsknię za tą wolnością. Tęsknię za zimowymi wyjazdami na daleką północ. Za porządnym zmarznięciem. Za road tripami z polowaniem na zorzę polarną. W tym roku jej nie zobaczę.

Ale w grudniu włożę ten drapiący jak cholera, islandzki sweter na spacer nad Bałtykiem. Poczuję jak wiatr smaga mi włosy wystające spod czapki, jak dłonie kostnieją w dwóch parach rękawiczek. Skulona usiądę na twardym piasku i otworzę termos z malinową herbatą.

Przywołam Cię, Islandio. Chociaż zmysłami.

5 Comments

  1. Wnętrzności

    Ach, Islandia <3 Najpiękniejszy kraj w moim dorobku podróżniczym. Rzadko kiedy gdzieś wracam, ale tam wrócę na pewno, bo tęsknie za nią tak bardzo…

    PS. ujrzenie zorzy to moje marzenie, więc jak będę się wybierać na północ to na pewno się odezwę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *