Palące linie na ciele

Najstarsza w tym roku skończy 30 lat. Pozostałe to dwudziestki. Towarzyszą mi od pewnego etapu życia. Nie zapraszałam ich, wręcz nie chciałam, aby się pojawiły. I tak przyszły.

Były jak natrętny krewny, którego nie możesz się pozbyć. Z czasem nasza relacja pogarszała się. Uznałam je za wroga, który podstępnie niszczy mi życie. Wolałam zamknąć się z nimi w domu, aby tylko nikt nas razem nie zobaczył. Nie chciałam się tłumaczyć skąd się pojawiły.

Wyrastały we mnie kolejne wyrzeczenia. Nie nosiłam krótkich spódniczek ani szortów i długo unikałam chłopaków. Na plaży pilnowałam, aby siadać na skraju koca po lewej stronie. Niby przypadkiem zastawiałam się ubraniami, torebką, książką.

Drżałam, bojąc się, że ocenisz mnie, patrząc tylko na nie. Rozbieranie się zżerało mnie od środka. Nie zdejmowałam tylko ubrania. Ściągałam moją zbroję. Bez niej stawałam się bezbronna. Nie wstydziłam się nagości. Wstydziłam się ich.

Nastawiona na ostrza pytań i ocen, nie umiałam się bronić. Czułam je jak nigdy. Palące linie na moim ciele. Fizyczne, a wykrojone o wiele głębiej. Są na mnie, we mnie, mówią przeze mnie. Wstyd sprawiał, że miały nade mną większą kontrolę.  Osłabiam je terapią i akceptacją. Czasami o nich zapominam, ale wiem, że nigdy nie odejdą, starzejąc się razem ze mną.

3 Comments

  1. Czytałam ten tekst kilka razy, za każdym porusza mnie do głębi – nawet teraz mam ciary. Jest przejmujący, a jednocześnie piękny – gdybym miała wskazać, co mi się w nim podoba, musiałabym zacytować każde zdanie, ponieważ każde z nich jest doskonałe <3 Podziwiam Cię i za to, jak piszesz, i za to, że odważyłaś się napisać ten tekst!

  2. Anna Zet

    Piękne i dojrzałe ♡
    Czytałam kilka razy i za każdym razem widziałam trochę więcej. Życzę Ci tego, abyś któregoś dnia poczuła, że są częścią Ciebie i nie ma już potrzeby oddzielać ich od reszty ciała, bo po prostu są 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *