Po drugiej stronie lustra

Czuję gniew, smutek i ogromną bezradność. Wiem, co to znaczy dorastać w rodzinie, która doświadczyła ciężaru wychowywania chorego dziecka. Byłam tym dzieckiem.

Ta decyzja wymaga heroizmu nie tylko od kobiety, ale także od jej partnera i obecnego/przyszłego rodzeństwa.

Gdybym miała opisać jak wyglądało dzieciństwo naznaczone bólem i rozłąką z bliskimi, namalowałabym małą dziewczynkę leżącą w samotności w szpitalu. Codziennie dręczą Cię pytania.

Czemu tak strasznie mnie boli?

Czemu inne dzieci są zdrowe, a ja nie?

Czemu znowu muszę opuścić szkołę, aby iść do szpitala?

Czemu poprzednia operacja nie wystarczyła?

Czemu nie mogę zostać w domu z rodzicami?

Czemu wciąż pytają, co mi jest?

Czemu dorośli odwracają wzrok?

Czemu?

Rodzice nie wiedzą co na nie odpowiedzieć. Muszą zrezygnować z pracy, w której się spełniali, aby mieć czas na opiekę nad dzieckiem. Przecież nie pojedzie samo na operację, rehabilitację czy wizytę w poradni dziecięcej. Często w ogóle nie może opuszczać domu/szpitala. A co jeśli jest jeszcze rodzeństwo? Kto ma się nim zająć?

Z dzieciństwa pamiętam zatłoczone poradnie, szpitale wypełnione smutnymi dziećmi i płaczącymi rodzicami. Zero pomocy z zewnątrz.

Tak łatwo wyznaczać standardy moralności, patrząc tylko z boku.

3 Comments

  1. Beata, dużo ciepła dla Ciebie, za tę siłę i waleczność:* Ja z kolei jestem tym drugim dzieckiem, mam brata z niepełnosprawnością i czasem brakło tej rodzicielskiej uwagi dla mnie, choć to rozumiałam i płakałam za każde cierpienie i operację brata. Teraz mówi się, że nie można zmuszać do heroizmu i ja się z tym zgadzam. Dziękuję Ci za ten tekst, dał mi dużo do myślenia.

  2. Anna Zet

    Nie da się zwięźlej i trafniej ♡
    Tak się czasem zastanawiam,
    czy ja mam w ogóle prawo zabierać głos w sprawach, które nie były moim bezpośrednim udziałem. Rodzice postanowili, że się urodzę, urodziłam się zdrowa, nie żyłam nigdy z osobą niesamodzielną pod jednym dachem, nie musiałam mierzyć się z chorobą bliskich, z cierpieniem całej rodziny, więc mam poczucie, że nie powinnam zabierać głosu. Mogę tylko mówić na głos o tym, co znam i czego doświadczyłam. Doświadczyłam straty, więc daję sobie prawo do mówienia o stracie i zawsze będę za wolnością wyboru. Wybór był moim udziałem. Byłam tam sama i sama podjęłam decyzję. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś mi to odebrał w imię niejasnego dla mnie wyższego dobra, które niczym bezkształtna masa miażdży jednostkę i niszczy życia już ukształtowane. W jakim miejscu w przyrodzie przyjmujące życie jest ważniejsze od dającego życie? Nie znajdzie się przykład, bo nie istnieje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *