Przyjaźń

Zapytacie: Czemu kawa? No cóż, zawsze kojarzyła mi się ona ze spotkaniami z przyjaciółmi, a jeszcze bardziej z przyjaciółkami, choć zabawne jest to, że samej kawy nie piję lub piję ją bardzo sporadycznie. To było jednak zawsze takie hasło, symbol rozmowy od serca albo takich kobiecych pogaduszek. I to tej właśnie przysłowiowej kawy tak bardzo brakuje mi w pandemii.

Przyjaźń jest i była dla mnie bardzo ważna. Od małego podchodziłam do niej bardzo poważnie i nie szafowałam słowami: przyjaciel, przyjaciółka. Określenie osoby tym mianem było dla mnie niezwykle istotne. Moja definicja przyjaźni  zawsze była taka sama dla innych. Przeżyłam wiele rozczarowań, czasami bolało, łzy leciały, a ja czułam się, jakby ktoś wziął moje serce, zgniótł je w dłoni, podeptał i na koniec wyrzucił do kosza. Na studiach miałam, jak mi się wtedy wydawało, bliską przyjaciółkę: spędzałyśmy ze sobą dużo czasu, ciągle rozmawiałyśmy, dzieliłyśmy się sekretami, których nikt nigdy nie usłyszał;  nastał jednak dzień, kiedy ona urwała kontakt z dnia na dzień. Na moje pytanie: Co się stało? odpowiedziała: No wiesz życie się zmienia, jeden rozdział się zaczyna, drugi kończy. Nie rozumiałam tego i nie rozumiem do dziś, choć nauczyłam się, że zdarza się tak, że bliskie osoby przychodzą i odchodzą , nie tylko dosłownie, może też po to, żeby zrobić miejsce innym, nowym, które poznajemy. Nie wiem, ale czasami trudno się z tym pogodzić.

Na szczęście są i ci, którzy trwają, są przez cały czas pomimo zmieniającego się życia, kilometrów oddalenia, burz i huraganów. Są to bratnie dusze: uwielbiam to określenie Ani z Zielonego wzgórza. Ja jestem szczęściarą, bo spotkałam parę bratnich dusz na swojej drodze i tutaj im za to dziękuję, że po prostu są. Wydawałoby się, że to tak niewiele, a jest to ogromnie dużo.

I cały czas nie mogę wyjść z podziwu, jak to jest, że czasami możemy się nie widzieć całe miesiące, a gdy się widzimy, to jest zupełnie tak, jakbyśmy się rozstały poprzedniego dnia wieczorem. Nauczyłam się jednak i tego, że życie każdej z nas się zmienia, nie stoimy w miejscu, a w związku z tym naszej relacji nie możemy zatrzymać w nieruchomym kadrze; ona też ulega zmianie. Celowo i świadomie używam formy żeńskiej, bo te bratnie dusze to kobiety.

O znaczeniu kobiecego wsparcia dowiedziałam się bardzo wiele dzięki Klubowi Otwartej Szuflady stworzonym przez Aleks Makulską! Kiedy jeszcze rok temu ktoś by mi powiedział, że dołączę do grupy kobiet, które poznam przez internet, to bym pomyślała, że zwariował i że to jest niemożliwe. Nigdy nie mów nigdy: to stara, dobra zasada. Zaczęło się to w lutym tego roku wraz z pierwszą dla mnie edycją Klubu, a w marcu rozpoczęłam drugą i wtedy przyszła pandemia  i zamknięcie, odizolowanie, niepokój oraz lęk. I wtedy to teksty dziewczyn i ich komentarze były dla mnie jak promyki słońca w szarej rzeczywistości; z utęsknieniem wyczekiwałam czwartkowego lajfa i kolejnych tekstów, które przenosiły mnie do tylu wrażliwych światów, czasami zupełnie magicznych, czasami strasznych, czasami pełnych radości i wzruszeń, czasami smutnych. Wiele tekstów noszę ze sobą do dziś i bardzo za nie dziękuję.

Po paru miesiącach przyszła kolej na Pisalnie, a z nią nowe doświadczenie, które pozwoliło nam się zobaczyć na ekranie i pisać wspólnie razem. Doświadczenie to było na początku trudne dla mnie; już nie mogłam się ukryć za swoim tekstem, byłam widoczna i na dodatek, kiedy w końcu zdecydowałam się przeczytać swój tekst, musiałam się zmierzyć ze swoimi emocjami, z drżącym głosem, lękiem; było jednak warto. Wsparcie dziewczyn, ich ciepłe spojrzenia i uśmiechy oraz znaczące kiwanie główkami czynią cuda.

Niezwykłym doświadczeniem jest też samo wspólne pisanie.

Jest sobota; jestem w domu i kończę sprzątać w kuchni. Dochodzi g.19.00, muszę się śpieszyć, bo umówiłam się z dziewczynami na wspólne pisanie. Siadam przy biurku , odpalam komputer, o dziewczyny już są, chwilę gadamy, śmiejemy się, czasem mówimy, o czym każda z nas będzie pisać, potem włączamy mikrofony i piszemy. Otwieram swój magiczny fioletowy notes, biorę pióro i piszę. Czasami strony zapisują się same, czasami siedzę nad pustą kartką dłuższy czas. Spoglądam na ekran i widzę, jak dziewczyny piszą, myślą albo tak jak ja błądzą wzrokiem po ekranie, po klawiaturze komputera , po zeszycie i jest mi dobrze i tak spokojnie z tym widokiem. Jak to jedna z nas magicznie określiła: Jesteśmy siostrami w pisaniu.

Tego lata miałam okazję spotkać niektóre z nich osobiście i za każdym razem miałam to samo wrażenie: z jednej strony się nie znamy, a z drugiej strony czuję, że znamy się dobrze i nie od dziś. To były niezwykle spotkania i niezapomniane momenty, które na długo ze mną zostaną.

Siostry w pisaniu – te niezwykłe kobiety  dodają odwagi: to też dzięki Nim zdecydowałam się napisać ten tekst, trochę bardziej osobisty,  to dzięki Nim szufladki w mojej głowie ciągle się otwierają.

A co to kawy, to też się przy niej spotykamy regularnie na naszych pogaduchach online, więc nawet pandemia nam nie straszna😊

4 Comments

  1. Joanna Urbanek

    Piękna Oda do Wiedźm z Szuflady i Pisalni <3 Czuję tak samo i czułam to samo, gdy spotkałyśmy się wszystkie na żywo po raz pierwszy – jakbym Ciebie i inne Wiedźmy, Siostry w pisaniu znała sto lat!
    Pięknie i uniwersalnie to napisałaś, Marta.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *