Talizman

– Dalej! Dalej! Dobrze ci idzie! – Mężczyzna, chuchając od czasu do czasu w dłonie, truchtał miarowo w miejscu, śledząc wzrokiem krążącą po bieżni dziewczynę. Zmarznięta, przysypana cienką warstwą śniegu trawa chrzęściła pod jego znoszonymi adidasami, które najprawdopodobniej kiedyś były białe.

– Trzymaj tempo! Nie zwalniaj! Jeszcze trochę! – para ulatywała z jego ust wraz z okrzykami. Jej obłok unosił się także nad biegaczką. Na jej opasce i softshellu osadziły się drobinki szronu, a końcówka kucyka zbiła się w zamarzniętą skorupę. Jednak utrzymywała równe tempo i uśmiechnęła się lekko, gdy zamknęła kolejne okrążenie.

– Już! – Trener wyłączył stoper i z satysfakcją kiwnął głową. Jak wszyscy z jego pokolenia, nie był wylewny, ale dziewczyna wiedziała, że poszło jej dobrze. Znała dobrze metody Janka, które jak do tej pory przynosiły efekty. w końcu był kiedyś olimpijczykiem. Na miejskiej hali sportowej wciąż stała gablota z jego trofeami, także tym najważniejszym – brązowym medalem z Igrzysk w Montrealu. Czasem dziwiła się, czemu Janek nie lubi nawet przechodzić obok tej gabloty, ale sądziła, że to pewnie jego wrodzona skromność.

– Zmykaj do środka, Ania, spotkamy się pod szatnią. – Janek poklepał dziewczynę po plecach i wszedł za nią na teren hali, jak zwykle starannie omijając gablotę upamiętniającą jego wyczyny sportowe. Zdjął czapkę i przeczesał siwe, niechlujnie ostrzyżone włosy. Dzieciaki z klubu sportowego „Błyskawica” śmiały się nieraz, że trener bardzo praktycznie hoduje strzechę na zimę, żeby grzała go dodatkowo w głowę. On sam od dawna strzygł się w domu.

Wchodził na schody prowadzące do kadrowej szatni, gdy w lewym bucie poczuł nagłą wilgoć. Szlag! Najwyraźniej klej znów puścił. Nie ma mowy, żeby w tym miesiącu kupił sobie buty. Musi jakoś obejść w tych. Może śnieg stopnieje i nie będzie musiał się martwić. Albo włoży do środka jakąś wkładkę podbitą folią. Widział takie w supermarkecie. Zapisał w pamięci, aby przejść się do najbliższego sklepu i sprawdzić. Szczęście w nieszczęściu, dzisiejszy trening był jedynym w tym tygodniu. Dzieciaki miały zgrupowanie zimowe i on jako wyjątek nie pojechał z resztą kadry, poszusować na nartach. Cóż z tego, że wikt i opierunek miałby zagwarantowany, kiedy nie było możliwości, aby mógł sobie pozwolić na zakup czy nawet wypożyczenie sprzętu, nie wspomniawszy o jakimś ekstra groszu na wieczorny kubek grzanego wina czy pizzę. Wymówił się kontuzją. Teraz musi jakoś wytrzymać, w domu zmieni skarpetki na suche.

Jakby czytając mu w myślach, jego podopieczna wychynęła z niewielkiej siłowi, gdzie już na mechanicznej bieżni uspokoiła tętno po długim wybieganiu.

– Trenerze, przepraszam, że pytam, ale te buty to jakiś talizman? Od kiedy pamiętam, zawsze ma je trener na sobie. – Ania wyglądała na autentycznie zaciekawioną, bo dla jej pokolenia zniszczone adidasy były symbolem oryginalności. Słyszał, jak niebotyczne pieniądze trzeba zapłacić za zniszczone ubrania projektantów, którzy znani byli tylko z tego, że byli znani. Potargane koszulki, poplamione spodnie. Może to pokłosie tego, a może teraz nie liczyło się naprawdę, jak się ubierasz, ale kim jesteś? Może wystarczyło być? A może Ania liczyła na jakąś ciekawą historię?

– Nie, nie są talizmanem. Po prostu je lubię, bo są wygodne i niezawodne. w moim wieku to ważne, żeby mieć wygodne obuwie, niekoniecznie ładne. – Janek zaśmiał się, mając nadzieję, że dziewczyna nie dostrzeże fałszywej nuty w jego beztroskim głosie. – A w talizmany nie wierzę. Tylko w ciężką pracę. w nawiązaniu do powyższego, chciałbym z Tobą chwilę porozmawiać.

Zostali na hali wystarczająco długą chwilę, by buty Janka całkowicie odtajały i marzły mu już obie, przemoczone stopy. Omówili jeszcze założenia na kolejny trening i zdążyli pożegnać, gdy Ania obróciła się w ostatniej chwili, przytrzymując drzwi do wyjścia.

– Trenerze Janku, może podrzucę pana do domu? Jest tak paskudnie zimno, a pan w adidasach. To znaczy – zmitygowała się natychmiast – one są na pewno wygodne, ale ślisko jest. A ja mogę podjechać wszędzie, będzie mi miło.

Janek w głowie rozważył, czy w takiej sytuacji będzie musiał zaprosić ją na herbatę. Czy w ogóle wypada. Ale jeśli dziewczyna się zgodzi, albo co gorsza wprosi, to nie poczęstuje jej niczym, bo ze skromną emeryturą sportową i regularnymi wydatkami zwyczajnie nie starczało mu na przyjemności. Jednak do tej pory skrzętnie ukrywał swój stan majątkowy przed wszystkimi i tym razem także nie zamierzał robić wyjątku. Im ludzie mniej wiedzą, tym dla niego lepiej. Nie potrzebował plotek, ani litości.

– Dziękuję ci serdecznie, drogie dziecko, ale przespaceruję się jeszcze do sklepu. – Miał cichą nadzieję, że dziewczyna nie będzie zadawała pytań i tak też się stało. Pomachała mu ręką odzianą w grubą wełnianą rękawiczkę i szybkim krokiem ruszyła na parking.

Janek przez chwilę stał w drzwiach, walcząc z pokusą powrotu do ciepłej szatni. Ani stare adidasy, ani kurtka, która pamiętała naprawdę odległe czasy, nie nadawały się na dłuższe przebywanie w minusowych temperaturach. Licząc jednak, że szybko rozgrzeje się energicznym marszem, wyszedł z hali.

Dopiero pod domem przypomniał sobie o rocznicy. To już za tydzień i świętowaliby wspólnie z Terenią rubinowe gody. Kiedyś zaprosiliby rodzinę i przyjaciół, jak zwykle przy takich okazjach. Mieli nawet swoje powiedzenie, że zamontują w domu drzwi obrotowe, tak liczne i wesołe bywało u nich towarzystwo. Teraz było to bez znaczenia, bo Terenia ani nie pamiętała o rocznicy, ani najczęściej także nie pamiętała, kim jest Janek i co robiła w życiu, zanim trafiła do domu opieki. Najlepszego i najdroższego, na jaki było go stać, ale jednak obcego. Janek wbił ręce głębiej w kurtkę. Nic więcej nie mógł zrobić. Czasem tylko kiedy patrzyła na jego stare znoszone adidasy, uśmiechała się swoim dawnym, ciepłym uśmiechem, który rozjaśniał jej całą twarz, aż po orzechowe oczy, chwytała go za rękę i pytała, jak zawsze, gdy jeszcze trenował:

– Jak ci się dzisiaj biegało, Janeczku?

Autor: Izabella

Kocham pisać. Piszę od zawsze, od dawna, nie pamiętam od kiedy i nie wiem, jak to jest nie pisać. Ostatnio wystawiłam na próbę tę miłość i wróciłyśmy do siebie silniejsze i bardziej związane. Dobrze czuję się w prozie - opowiadam historie straszne i śmieszne, zaskakujące, choć opisujące zupełnie zwykłych ludzi. Mam nadzieję, że Ci się spodobają!

Dodaj komentarz