Czas paprotny, czas przewrotny

Iskry szły w górę i w górę, rozświetlając nocne niebo. Na polanie otoczonej brzeziną siedzieli starzy i młodzi. Wszyscy wcześniej wygasili paleniska, żeby z ogniska sobótkowego przynieść do domów nowe światło. Dziewczęta wśród śmiechów i przekomarków wiły wianki. Były tam Maryśka i Wercia od Walendziaków, Danka Starówna i Wacia Adamiaczka. Nawet Jadwinia sierota, jak zawsze nieco z boku, czerwone jako ta krew kwiaty splatała. No i Anula o oczach niczym skrawki…