Jest piątek popołudniu, połowa maja. Zimno, tylko kilka stopni. Cały dzień pada rzęsisty deszcz, który zacina z każdej strony, z której wiatr zawieje. Jest bardzo nieprzyjemnie. Starsza pani wychodzi z metra. Ciężko wchodzi jej się po schodach w taką pogodę. Jest ubrana w ocieplane spodnie, ma na sobie grubszą, przeciwdeszczową kurtkę, na głowę naciągniętą czapkę, a na nią – kaptur. Na nogach nieprzemakalne kalosze. Przez ramię przewiesiła torebkę. W obu rękach niesie siatki z zakupami. Wydają się być dość ciężkie, nieco przygniatają ją do ziemi. Przy jej niewielkim wzroście, przez te siatki wydaje się być jeszcze drobniejsza.
W torbach ma zakupy na najbliższy weekend. Usłyszała w reklamie telewizyjnej, że w jednym z sieciowych sklepów spożywczych w piątek do 14 emeryci kupują ze zniżką i dlatego, mimo niesprzyjającej pogody wybrała się na zakupy dalej od swojego miejsca zamieszkania. Zazwyczaj kupuje na bazarku blisko mieszkania, ale tym razem chciała nieco przyoszczędzić. W weekend mają odwiedzić ją dzieci i wnuki – przyjdą na imieninowy obiad. W końcu wczoraj było Zofii. A dzieci zawsze o niej pamiętają.
Podjechał właśnie jej autobus – najpierw myślała, że zatrzyma się bardziej z tyłu przystanku, więc poszła w tamtą stronę, ale kierowca jednak postanowił poczekać, aż poprzedni autobus odjedzie i podjechał do samego początku przystanku. Musiała teraz z tymi siatkami podążać za autobusem. Idzie wolno, w każdym jej kroku widać zmęczenie i przytłoczenie ciężarem zakupów. Ktoś zauważył, że chce zdążyć na ten autobus i spowalnia swoje wsiadanie, żeby pani Zofia również zdążyła wsiąść.
Autobus jest dość pełen ludzi. Pełno w nim młodych – każdy siedzi zatopiony w swoim smartfonie i nawet nie zauważy, że wsiadła starsza osoba. Może mogłaby i usiąść na tylnym siedzeniu ale inna staruszka usiadła z samego brzegu i ciężko jest się jej koło niej przeciskać. Ale chociaż udało się jej postawić tam torby. Na następnym przystanku staruszka – zresztą o lasce – wysiada i pani Zofia może spokojnie usiąść koło swoich siatek. Dojeżdża spokojnie na docelowy przystanek. Mimo że przejechała tylko krótki odcinek – pogoda jakby nieco się poprawiła. Przede wszystkim deszcz przestał tak niemiłosiernie zacinać. Od przystanku musi jeszcze przejść kilka kroków, ale już niedaleko. W torbach ma między innymi truskawki – zrobi sernik na zimno z galaretką i truskawkami, który tak bardzo lubi jej syn i wnuki. I schab na kotlety. I młode ziemniaki. I koperek. Schabowe lubią wszystkie jej dzieci – mówią, że wychodzą jej nieziemskie. No tak. Ma swój tajny składnik, który dodaje do kotletów.
Jest już przy bloku, jeszcze tylko musi wdrapać się na drugie piętro. Da rady. A w torbach jeszcze resztki z mięsnego dla pieska – Pusia tak bardzo lubi takie ścinki zjadać. Zawsze, jak jest na zakupach kupuje jej garść. Pusia jest jej jedyną towarzyszką, odkąd 20 lat temu zmarł jej mąż. To piecioletni York – prawdziwa iskierka w jej obecnym życiu.
Wchodzi po schodach, wkłada klucz do drzwi – słyszy już ciche i radosne popiskiwanie swojej suczki. To tak dobrze wracać do domu, w którym ktoś – choćby i mały piesek – jest. Nie jest wtedy tak pusto. Najtrudniej było jej żyć samej, kiedy mąż odszedł, a oboje dzieci się wyprowadziły. To właśnie wtedy syn z córką wpadli na pomysł i podarowali jej Pusię. I odtąd nie czuła się już samotna. Codzienne spacery i obowiązki związane z pieskiem dodają jej sił i chęci do działania.
Wreszcie jest w domu! Rozpakuje tylko zakupy, zrobi sobie kawę i będzie mogła na chwilę usiąść z książką. A obok niej położy się Pusia. Zasłużyła sobie dziś na odpoczynek.
