Harry, jak dotąd, nie miał łatwego życia. Wielokrotnie pozbawiony mieszkania. Nieraz samotny. A na dodatek rudy, niski i co tu dużo mówić – cuchnęło mu z gęby. I w ogóle nie pachniał zbyt ładnie. Przynajmniej tak mówili o nim napotkani ludzie. Ale jemu to nie przeszkadzało. Przyzwyczaił się już do tego swojego zapaszku.
Najważniejszą pasją Harrego było wylegiwanie się na kanapie. A jak jeszcze mógł się do kogoś przytulić, to już niczego więcej nie było mu trzeba. Lubił grające radio, lub w ogóle jakąś muzykę z głośników – wtedy nie denerwowały go odgłosy dochodzące z korytarza. Nie lubił obcych, szczególnie w jego domu. A muzyka – mogła być dowolna, byle nie słyszeć tych natrętnych odgłosów dobiegających ze schodów tuż za drzwiami – a to tupanie, a to stukanie obcasów, a to uderzanie – może i przez pomyłkę – jakimiś przedmiotami o barierki schodów. To wszystko bardzo go denerwowało. A radio – radio koiło jego delikatne i zszargane nerwy.
Ale za to uwielbiał jeść – wszystko, co tylko wpadło mu w łapska. Mięso, owoce, warzywa, słodycze czy przekąski. Czy delektował się jedzeniem? Nie, raczej nie. Pochłaniał wszystko by zaspokoić głód, a potem najeść się na zapas. Na wiele zapasów. Bo w sumie nigdy nie wiadomo, czy ten posiłek nie będzie ostatnim w tym mieszkaniu. A on chciałby tylko całymi dniami jeść i leżeć na kanapie.
Bo nie lubił za bardzo wychodzić na zewnątrz. Krótki spacer koło domu jeszcze rozumiał, ale jak tylko bardziej się od tego domu oddalał, to zaraz ogarniał go lęk. Że może to mieszkanie też utraci. Albo zabłądzi i nie będzie potrafił wrócić. Więc był dokładną emanacją powiedzenia „wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej”. Choć od tej zasady był jeden wyjątek. Harry musiał przyznać, że lubił, ubóstwiał wręcz podróże samochodem. Ale chyba tylko dlatego, że zawsze był pasażerem, a nie kierowcą i mógł całą drogę przespać, zresztą w całkiem dla niego wygodnej pozycji.
Poza tym wszystkim, Harry miał jeden defekt. Zapytacie: jeszcze coś poza tym że był cuchnący, rudy i niski? Ano tak. Przy tym defekcie, te wszystkie inne to był pikuś. Otóż Harry nie miał ogonka. A że był psem rasy 100% kundel, bez ogonka nie potrafił okazywać swoich uczuć. Czuł je: strach, przerażenie, lęk, znudzenie a nawet radość: zwykłą wesołość i dziką szczęśliwość – ale nie potrafił ich okazać. I dlatego często był niezrozumiany. Zarówno przez inne psy, jak i przez ludzi. I wielkim marzeniem, nie, przepraszam WIELKIM MARZENIEM Harrego było ten ogonek mieć. Choćby taki króciutki kikutek, jaki kiedyś zostawiano bokserom czy terierom. Taki by mu zupełnie wystarczył. Harry nie był zachłanny (w kwestii ogona, bo w kwestii jedzenia – wręcz przeciwnie, był bardzo zachłanny). A on nie miał nawet tyle. Nie pamiętał, jak pozbył się ogonka. Kiedyś słyszał jak jeden ortopeda powiedział jego rodzinie, że ktoś musiał uciąć mu ten ogonek tak kompletnie, że już nic tam nie ma.
I Harry marzył, że ten ogonek ma. Śnił o nim. Wyobrażał go sobie – patrząc na inne psy – jak mógłby jego ogon wyglądać. Czy krótki i sterczący? Czy długi i prosty, który przy machaniu uderzałby wszystkich po nogach jak bicz? Bo przecież nie taki puszysty, z długim włosem – skoro sam miał króciutką sierść. A może taki nie za krótki, nie za długi, zawijany jak obwarzanek? O tak, taki byłby idealny. Gdyby był wesoły, to rozwijałby go i nim machał. I im bardziej byłby wesoły i szczęśliwy, tym bardziej ogonek byłby rozwinięty. Na przykład, gdyby tylko chciał zaczepić psa przechodzącego obok, to nawet by go nie rozwinął, tylko tak trochę nim zamerdał, takim obwarzankiem, tak machnął od niechcenia. Ale za to, gdyby wreszcie po stupięćdziesiędziuośmiutysiącachgodzinidni wracała z pracy jego pani, to merdałby nim całkiem wyprostowanym, jak szalony.
I kiedyś, kiedy przechodził obok innych psów na spacerze, usłyszał, jak komentują one, że wszystkie psie życzenia spełnia psia matka chrzestna. Ale niełatwo ją spotkać, bo bywa tylko tam, gdzie jest bardzo, bardzo dużo psów. Dlatego czasem bywa w schroniskach i słucha psów, które chcą mieć swoją rodzinę i spełnia takie życzenie. A czasem bywa u weterynarza i słucha psów, które są już bardzo chore i boją się odejść, bo wiedzą, że ich rodzina będzie za nimi tęsknić – wtedy na prośbę takiego psa, daje rodzinie szczeniaka, żeby nie tęsknili za bardzo. A czasem taką osieroconą rodzinę prowadzi prosto od gabinetu weterynarza do schroniska, gdzie już czeka z wytęsknieniem na nich samotna psia dusza, żeby ich pocieszyć.
Harry nie mieszkał już od dawna w schronisku, a też nie miał najmniejszej ochoty na odwiedziny u weterynarza. I myślał i myślał, gdzie mógłby tą psią matkę chrzestną spotkać. I wtedy, znowu na spacerze zobaczył i przeczytał plakat – WIELKA WYSTAWA PSÓW RASOWYCH – już w najbliższy weekend. I jednocześnie zalały go dwa zupełnie sprzeczne uczucia – wielkie poczucie beznadziei i nadzieja.
I zaczęły się jego rozmyślania. No bo jak, on, 100% kundel miałby pójść na wystawę psów rasowych? Przecież, nawet jeśli ktoś go wpuści, to wszyscy będą się z niego śmiać. Że tak zupełnie nierasowy pies chce się pokazywać obok psiej arystokracji? Chce to mało powiedziane. Śmie się pokazywać wśród najznamienitszych przedstawicieli psiego gatunku! I w sumie, po co psia matka chrzestna miałaby się tam pokazać, skoro tam będą psy, które mają wszystko, o czym tylko pies może zamarzyć? Albo skoro tam się pokaże – to po co będzie miała zwracać uwagę na niego, skoro tyle innych znamienitszych psów tam będzie?
I wszystkie te myśli powodowały, że Harry pogrążał się w otchłani rozpaczy. Nerwowo chodził po domu z kąta w kąt, szczekał, kiedy usłyszał najmniejszy odgłos dochodzący zza okna lub z korytarza. Piszczał i płakał. I nawet stracił apetyt.
Ale z drugiej strony…
Przecież to może być jego jedyna szansa na odzyskanie ogonka. Jedyny moment, kiedy będzie mógł spotkać psią matkę chrzestną. A przecież jak nie pójdzie i nie spróbuje to na pewno ogonka nie odzyska. Musi być odważny, jeśli chce być psem z ogonem.
-Ale przecież ja w ogóle nie jestem odważnym psem – powiedział do siebie Harry i smutno ułożył łepek na swoich łapkach.
-Harry, chłopaku, co ci jest? Smutny jesteś ostatnio niemiłosiernie. Chodź no do mnie na kolana i opowiedz, co cię dręczy. – Harry jednym susem wskoczył na moje kolana, a głowę oparł na moim przedramieniu i opowiedział o swoich wątpliwościach związanych z psią matką chrzestną i wyprawą na wystawę psów.
-Harry, a czy poczujesz się lepiej, jeśli na wystawę razem z nami pójdzie ciocia Ewa ze swoimi bokserami – Lucy i Iwo? Bo widzisz, mimo że to są boksery – to przez białe umaszczenie też nie mogą występować na wystawach.
-Ale jak to tak? – zdziwiony Harry aż postawił swoje klapnięte uszka i ze zdziwieniem przekrzywił małą rudą główkę?
-No tak. Świat ludzi wcale nie jest sprawiedliwy. Ale zanim się zagłębimy w te rozważania nad ludzkim światem, pomyśl o mojej propozycji.
Harry zadumał się na chwilę. No tak, gdyby tak pojawił się w obstawie dwóch potężnych ochroniarzy, z pewnością czułby się bezpieczniejszy. I może jeden czy drugi pies by się zastanawiał, kim jest ten mały rudy kundelek, skoro ma taką potężną obstawę. Ktoś mógłby nawet pomyśleć, że Harry jest, nomen omen, ojcem chrzestnym mokotowskiej psiej mafii.
Poczułam, że ciało mojego pieska zadrżało. Spojrzałam mu prosto w pysk i zobaczyłam, że odsłonił zęby w zaciśniętej szczęce i chichocze.
-Wiesz, myślę, że możemy spróbować takiej eskapady. To mogłoby być nawet zabawne.
-No to jesteśmy umówieni.
Nadszedł ten dzień. Harry od rana był niespokojny. Nie chciał spacerować, marnie jadł. Widziałam, że się denerwuje.
-A jeśli to wszystko na darmo? Jeśli pójdziemy tam, a jej nie będzie? – dywagował przy mojej porannej kawie.
-To przynajmniej spędzimy razem czas w miłym towarzystwie cioci Ewy, Lucy i Iwa. Będzie wycieczka, będzie przygoda.
-Dobrze ci mówić! To nie ty nie masz ogona!
-A gdzie ty widzisz mój ogon?
-Oj, wiesz, o co mi chodziło. Tobie ogona nie brakuje!
Ubraliśmy się – ja wygodnie, Harry w swoje najpiękniejsze reprezentacyjne wyjściowe szelki i długą linkę i ruszyliśmy w stronę Wyścigów Konnych na Służewcu, gdzie odbywała się Wystawa.
Po drodze spotkaliśmy Ewę z jej dwoma psami, które zaraz zajęły miejsce po obu stronach Harrego, żeby dodać mu nieco pewności siebie.
Mój mały rudy piesek, który początkowo starał się dzielnie iść przed siebie, z każdym krokiem tracił odwagę. Blisko wejścia były wybiegi dla samych dużych ras – dogów, samojedów, amstafów, bernardynów, wodołazów, labradorów i goldenów. Słychać było mnóstwo szczekania, ujadania, nawet warczenia, ogłoszenia przez megafon, ludzkie rozmowy. I w Harrym, mimo obstawy złożonej z dwóch masywnych białych bokserów, narastał strach.
W pewnym momencie usłyszałam jego ciche ni to warczenie, ni to skomlenie:
-Wróćmy do domu, proszę!
I kiedy myślałam, że już nic z tego nie będzie, a mój piesek się podda, tuż przed oczami Harrego przekicała ciemnoruda, prawie czarna, wiewiórka. Nie byłam przygotowana na tą sytuację, ale zarówno mój pies, jak i dwójka jego ochroniarzy pociągnęła nas za „Basią”.
W pewnym momencie wiewiórka dobiegła do linii drzew, już myślałam, że wbiegnie na drzewo i nasze czworonogi dalej będą chciały ją gonić, gdy wszyscy zobaczyliśmy, że zza drzewa wyłania się inny mały piesek. Miał czarne, podpalane umaszczenie, piękną długą prostą sierść, krótki pyszczek i spiczaste uszka. Nie był podobny do żadnej znanej mi rasy, albo raczej – był podobny do wielu różnych raz. Co dziwne, szedł na dwóch łapkach (tych tylnych), a w przednich trzymał niezbyt długą kość, która wyglądała nieco jak różdżka.
-Witaj Harry, witajcie Lucy i Iwo. Witajcie ich opiekunki. Jestem psią chrzestną matką i słyszałam, że Harry mnie szuka.
-To ty? – Harry znieruchomiał, jakby wystawiał zwierzynę na polowaniu, z prawą przednią łapką podniesioną w pół ruchu i z pyskiem rozwartym w zdziwieniu.
-A co? Spodziewałeś się pudla?
-W sumie to sam nie wiem, kogo się spodziewałem. Ale chyba nigdy nie przypuszczałbym, że psia matka chrzestna jest tak samo mieszańcem, jak ja.
-To chyba nie ważne, jaką rasę reprezentuję, a raczej – czy jestem dobrym psem czy nie, prawda? Ale do rzeczy, bo nie mam dla ciebie całego dnia. Jest tu dużo psów, które tak, jak ty potrzebują mojej pomocy. Proszę powiedz, czego ci trzeba.
-Matko chrzestna, ja … ja przepraszam, nie chciałem cię urazić. – Harry wyjąkał chowając się za moimi nogami -To cudownie, że cię spotkałem. Albo, że ty odnalazłaś mnie. Chodzi o to… Ja bardzo… bardzo – W końcu usłyszałam w jego tonie zdecydowanie i odwagę. -Chciałbym mieć ogon.
-Ogon powiadasz? -Suczka podrapała się końcówką kości po czarnym nosku – To będzie od ciebie wymagało okazania odwagi. Nie ma nic za darmo. Pomyślmy. Taki ogon to nie jest mała rzecz. Więc i odwaga będzie musiała być duża. Myślę, myślę… – Czułam, że nerwy Harrego napięte są jak postronki – Już wiem! Żeby odzyskać swój wymarzony ogon będziesz musiał spędzić dwa tygodnie bez swojej rodziny, u dziadków na wakacjach. I będziesz musiał być dzielny, nie płakać, nie wyć i nie szczekać bez powodu. Co ty na to Harry?
-Przyjmuję wyzwanie -powiedział Harry bez chwili wahania.
Kiedy wracaliśmy do domu po spotkaniu matki chrzestnej, niemal słyszałam, jak łapki Harrego wybijały rytm: będę-miał-ogo-nek-będę-miał-ogo-nek.
Jednak zwątpienie przyszło tuż przed snem, kiedy układał się do spania w swoim leżonku:
-A co jeśli będę za wami tęsknił? Lubię jeździć do babci, bo tam jest ogródek i mogę biegać jak szalony i babcia czasem zostawia coś dobrego na stole specjalnie dla mnie i głaszcze mnie i daje pyszności. Ale was kocham najbardziej na świecie. I nie lubię, jak was nie ma. Tęsknie za wami, nawet jak schodzicie tylko do piwnicy, albo idziecie na bazarek obok domu, czy do pracy. A tu mam być bez was caaaałe dwa tygodnie? I co będzie, jak nie będę czuł waszego zapachu i o was zapomnę? A może wy zapomnicie o mnie i nigdy po mnie nie przyjedziecie? I wtedy ja zacznę płakać i nie dostanę ogonka? Boję się – ostatnie słowa powiedział już prawie cichutkim szczekiem.
-A co jeśli nie będziesz tęsknił, a my wrócimy po ciebie i przyjedziesz do domu z pięknym nowym ogonem? Jak mogę ci pomóc, żebyś nie zapomniał naszego zapachu? Może zostawię ci u babci moje spodnie dresowe, na których tak bardzo lubisz sypiać, jak wychodzę z domu?
-Tak, to będzie świetny pomysł. -Odmruknął Harry, a ja widziałam, że jego jedno oko już prawie śpi i śni o ogonku.
…
Minęły dwa tygodnie odkąd wyjechaliśmy na urlop. Bez Harrego. Właśnie jechaliśmy po niego, odebrać go od babci. Otworzyłam bramkę prowadzącą do domu babci. Szłam po chodniku, kiedy w moim kierunku z otwierających się drzwi wystrzeliła ruda petarda i biegła do mnie z krzykiem:
-Mamo, mamo, mam ogonek, mam ogonek!!!
