
Mam takie wspomnienie z jego dzieciństwa, Leon biega po podwórzu, goni się z naszym ukochanym przybłędą. Nazwaliśmy go Uszatek, bo jedno ucho miał oklapnięte. Był trochę ciapowaty, ale jaki pocieszny. Nasz kochany kundelek. Nie ma go już z nami niestety. Na myśl o tych beztroskich chwilach
w oczach stają mi łzy, głos lekko się łamie. Taki był z Leona mały łobuz, ale kochaliśmy go z mężem całym sercem. To było jeszcze jak mieszkaliśmy w tej małej mieścinie, gdzie każdy się z każdym znał, gdzie zawsze „dzień dobry” na powitanie. Tam człowiek czuł się inaczej, czuł przynależność, czuł się częścią społeczności. Odkąd przeprowadziliśmy się do miasta nasze życie się zmieniło. Wiadomo, było łatwiej, pieniądze większe Henryk przynosił do domu, ale to było już inne życie. W końcu i Leon dorósł, nie potrzebował już tak bardzo naszej opieki, chodził własnymi drogami. Moje matczyne serce zawsze wyglądało za nim, zawsze czekało, trwało. Co by się nie działo. Cały świat bym mu uchyliła, jakbym tylko mogła. Ja wszystko dla niego, dla mojego Leona. Mojego jedynego, wyczekiwanego syna.
Przyprowadził kiedyś ją na obiad. Klara się nazywała. Ładna była. Skromna. Długie słomkowe włosy
w warkocz splecione. Jak dzisiaj. Tylko zamiast letniej sukienki w chabry, czerń przyodziała. Jak na nią patrzyłam to serce mi pękło, jakby jeszcze mogło. Kochała go. I ja go kochałam, jak matka, całym sercem. Przytuliła mnie po ceremonii. Obie go kochałyśmy, naszego Leona.
Wracam teraz z mężem do domu, nie mam sił by żyć. A jak czuję się ona? Ona musi posklejać swoje serce dla dziecka, które nosi pod sercem. Mały brzdąc, jeszcze nie ma imienia. Klara mówi, że na cześć ojca nada imię Leon. Płaczę, opieram głowę o ramię męża. Jak bardzo chciałabym znów znaleźć się te siedemnaście lat wstecz, stojąc na ganku i obserwując jak Leon gania się z Uszatkiem po naszym małym podwórzu. Chcę, żeby żył, chcę, żeby zobaczył swego syna, byłby z niego cudowny ojciec, wierzyłam w to. Chcę zamknąć oczy i poczuć jego uścisk, chcę usłyszeć jego głos. Mój Leon.. mój jedyny, wyczekany syn.
/dwa miesiące później/
Trzymam małego Leona w ramionach. Płaczę. Ma oczy po moim Leonie. Jaki on piękny, jaki pulchny, jaki drobniutki.
