Powroty

Powaga spojrzenia, zgarbiona sylwetka i precyzja ruchów zdradzały, że to, co przez ostatnie miesiące sklejała kawałek po kawałeczku, zaczyna drgać i zaraz znowu pęknie.

Czy można w cztery miesiące poskładać roztrzaskane w drobny mak serce?

Było ich dwóch, a ona była jedna i ten fakt stał się początkiem ich wspólnej historii.

-Życie to nie jest bajka – powtarzał ktoś inny, na co ona reagowała skrzywioną miną i gwałtownym potrząśnięciem głowy. W końcu pisała książki. Jej myśli zaprzątały słowa, obrazy przeplatane wspomnieniami i marzeniami oraz ludzie, których nie była pewna, czy sama sobie nie wymyśliła. Coś jakby tajemnicza siła filtrowała w jej głowie rzeczywistość na potrzeby opowieści. A może rzeczywistość była opowieścią? Jeśli tak, to z pewnością nie jej. Ona napisałaby ją inaczej.

Ludzie w jej życiu pojawiali się i odchodzili. Zdecydowanie za szybko. W chwili, kiedy mogłaby o kimś powiedzieć, że naprawdę kogoś poznała, ta osoba kupowała bilet i leciała na drugi koniec świata.

-Przecież wrócę. To tylko na jakiś czas – tłumaczyła się. Ale prawda jest taka, że nie da się wrócić.

-Ty też wyjedziesz? Powiedziałeś mi kiedyś, że nie chcesz zostawać tu na stałe, a teraz nic cię tu nie trzyma – zagadnęła go w pewien upalny dzień, kiedy byli na środku jeziora i nikt nie mógł ich nie usłyszeć.

-Nie planuję wyjeżdżać – odpowiedział. – A trzymają mnie tu ludzie.

Wiedziała, że nie zrozumiał jej słów, ale ta odpowiedź i tak sprawiła, że ścisnęło się jej serce. Potem zanurzył się w wodzie i odpłynął, a ona nie miała siły, żeby dotrzymać mu tempa.

Drugi z nich wyjeżdżał często.

-Taka praca, co zrobić. Przynajmniej za paliwo oddają. A w hotelach jest siłownia i śniadanie w cenie.

-Masz czas, żeby z tego wszystkiego korzystać?

Machnął ręką.

-Taka praca.

Wiele razy chciała zadać im obu pytanie, czy nie nachodzi ich czasem ochota, żeby rzucić wszystko do diabła i wyjechać, zniknąć. Zacząć od początku. Nigdy nie spytała, bo to zobowiązałoby do udzielenia odpowiedzi także i ją, a na to nie miała odwagi, nawet przed samą sobą. Zresztą potrafiła sobie wyobrazić, co by odpowiedzieli:

-Nie.

-Skąd wziąć na to pieniądze?

Potem obaj by się zaśmiali, tym śmiechem, co brzmiał jak echo w studni. Oczy pierwszego zaświeciłyby się rozbawione i przechyliłby głowę w wyrazie zakłopotania. Oczy drugiego, takie same, choć bardzo różne, schowałyby się za szkłami, usta rozciągnęłyby się w niepewnym uśmiechu, wstrzymałby powietrze, a potem wypuścił je, wydobywając z siebie coś pomiędzy westchnieniem ulgi a sapnięciem.

Oni nie odchodzili. Nawet wtedy, kiedy powinni. Nawet wtedy, kiedy nie zasługiwała na to, aby zostali. Czy to świadczyło o tym, że jeszcze nie poznała ich tak naprawdę? A może akurat oni po prostu nie odejdą? Wątpiła, żeby świat był tak łaskawy.

Mieli przed sobą całą przyszłość, za sobą całą przeszłość, choć ani jedno ani drugie nie istniało. Może sami utknęli gdzieś pomiędzy? Albo ona zatrzymała czas.

Bywały dni, że czuła, jakby los ich ze sobą połączył, czy tego chcieli czy nie. Może przez wspólne wspomnienia, może przez podobny poziom wyobcowania i niemocy. Ale potem przypominała sobie, że nigdy nie była całkowicie szczera z żadnym z nich. A jeśli prawda jest fundamentem w budowaniu relacji, to, mój Boże, byłaby samotna jak nikt inny.

Czasem zastanawiała się, jak wyglądałoby jej życie, gdyby zniknęli. Z pewnością byłoby całkiem inne i nie do końca wiedziała dlaczego, ale nie mogła znieść tej myśli. Jakby w nich była kotwica, która trzymała ją tu. Może sama się tej kotwicy kurczowo trzymała? Wiedziała, że kiedyś trzeba będzie płynąć dalej, ale jeszcze nie teraz. Nie teraz.

-Gdzie widzisz siebie za dziesięć lat?

-Nie wiem – odparł wolno. Uniesienie brwi, wzrok skierowany w sufit i przeciągłe westchnienie świadczyły o tym, że zastanawia się nad odpowiedzią. – Chciałbym mieć dom, żonę, stałą pracę, którą lubię, może dzieci.

-Zamierzasz zrobić coś, aby to osiągnąć?

-Nie. – Znowu zakłopotany śmiech.

-Życzę ci odwagi do podejmowania decyzji i realizowania marzeń.

-Piękne życzenia. Dziękuję.

-A ty, masz jakieś marzenia? – spytała innym razem drugiego.

-Nie wiem.

-Ja też nie mam.

-Każdy ma jakieś marzenia.

-Podobno odważając się na coś, tracimy jedynie chwilowe poczucie kontroli, a nie odważając się na coś, tracimy siebie.

-Wyjdziemy gdzieś kiedyś razem?

Nie powiedziała im nigdy, co do nich czuje. Co prawda, sama nie była tego pewna, co więcej, że to uczucie było w zasadzie bezpodstawne. To jest dobre słowo – było. Ono nie rosło, nie kurczyło się; to uczucie trwało i z każdym spotkaniem ona odkrywała je znowu. Powiedziano jej kiedyś, że człowiek każdego dnia jest inną osobą i ona, zafascynowana tym odkryciem, każdego dnia chciała poznawać ich na nowo. Czy na tym polega bezinteresowność miłości?

Ale ona nie była bezinteresowna. Na pewno nie w swojej głowie. Myśli, te niezależne od niej duchy, pęczniały nadzieją przy każdym przydługim spojrzeniu, przypadkowym dotyku, zachłannie pisząc naiwne scenariusze i nienasycone, pragnęły więcej. A potem uciszały nawzajem swoje wątpliwości, chcąc mieć na własność choć jednego z nich.

Dopiero po długim czasie, po niezliczonych samotnych podróżach nocą, zrozumiała sens słów: prawda was wyzwoli, chociaż nie była pewna czy takiego wyzwolenia się spodziewała. A może ono jeszcze nie nadeszło?

-Masz dzisiaj chyba wyjątkowo dobry humor – powiedziała wieczorem.

Zaśmiał się w odpowiedzi, tym razem szczerze i beztrosko. Chciałaby zawsze słyszeć ten śmiech.

-O, też po to tu przyszedłem – powiedział tego samego wieczoru drugi, w kuchni.

-Po co?

-Chciałem zaparzyć herbatę.

-Byłam pierwsza. A parzenie herbaty to moja działka.

-Jak zawsze. Wiem. – Ton jego głosu otworzył w niej niezagojoną jeszcze ranę i w tym momencie poczuła jego smutek. Uśmiechnął się i wyjął kubeczki.

-Czasem nie czuję się sobą – wyznała cicho.

-Dlaczego? Mówisz i robisz wszystko, tak jak ty.

Patrzyła na niego długo. Przekrzywiła głowę.

-Zastanawiam się, czemu spośród wszystkich ludzi, akurat ty wierzysz we mnie bardziej niż ja sama.

-Na tym to chyba polega.

-Co?

Teraz on na nią popatrzył.

-Wracamy?

I wrócili do początku, a wieczór był podobny do każdego innego, choć kilku osób brakowało. Tej dziury nie dało się wypełnić.

Jaki sens ma analizowanie i rozpracowywanie bohaterów opowieści, skoro nie da się zrozumieć kogoś, na kim bardzo ci zależy?

-Życie to nie jest bajka – powtórzyłby, gdyby był z nimi.

Precyzja ruchów, zgarbiona sylwetka, powaga spojrzenia, ale tym razem suche policzki. Tak minęła jej kolejna samotna podróż nocą.

Autor: Maja

Kocham góry, morze, zieloną herbatę i pieśni dominikańskie. Pisząc, staram się wydobyć baśń z rzeczywistości i poezję z prozy. 🧚🏽‍♀️🖋️

Dodaj komentarz