Pani Wiesia

Są niemal identyczne, matka i córka. Z tym, że ona, pani Wiesia, jest mniejsza. Zawsze była drobna, ale teraz, na starość jakby się jeszcze kurczy, wysycha, znika, a Dorota z kolei pęcznieje, robi się większa, coraz bardziej nabita, coraz więcej miejsca zajmuje, łydki się jej takie umięśnione zrobiły, a włosy farbuje na rudo, przez co wydaje się być bardziej widoczna. Kiedyś miały włosy takie same, słomkowe, ale włosy pani Wiesi z latami zrobiły się całkiem białe…

Pani Wiesia zaciska wargi. Od tego zaciskania zrobiły się wąskie, kąciki ust opadają, zrobiły się bruzdy, nadające jej twarzy wyraz ciągłego niezadowolenia i smutku.

„Znowu przyjechali z tym wrednym psem, myśli pani Wiesia. Ta baba znowu jej nie upilnuje , Fredzia się wystraszy”. – Jakim prawem ten biały pies wchodzi na moją działkę – mówi pani Wiesia do Doroty. Dorota odrywa wzrok od składanych w misce naczyń, odgarnia rudą grzywkę nad piegowatą nieładną twarzą. – To zawsze była taka wredna rodzina – mówi pani Wiesia – A ty się nawet z tą dziewczyną bawiłaś. A ich psy, zawsze były z nimi jakie problemy, pamiętasz? Dorota przytakuje, pamięta czarnobiałego spaniela, co wszędzie zaglądał, do wszystkich domków, i potem tego prawie-owczarka. – Nawet na Gumę Grażyny się kiedyś rzuciła –przypomina mściwie pani Wiesia, żadne winy nie będą zapomniane ani wybaczone!

Siadają na rozkładanych leżakach, obserwują wypakowywanie bagaży z niebieskiej kii i białego psa, który szaleje na sznurku.Ttłusty brązowy kot wskakuje na kolana. „Nie bój się, Fredzia, jak przyjdzie ta wredna suka, to cie obronię” – nuci pani Wiesia do kociego ucha. Leżaki, na których siedzą pod drewnianym domkiem są niemal wciśnięte między ścianę a auto, pani Wiesia lubi mieć wszystko blisko siebie, swojej działki, swoje samochody i żeby nikt obcy nie wchodził na jej teren. Tak jest od zawsze, tak samo robił jej tata, który zbudował ten domek koło studni, kiedy ona była młoda, a Dorota malutka.

Obie, pani Wiesia i Dorota sięgają po książki, niby czytają swoje romansowe opowieści, ale obserwują teren, widzą wszystko, co się dzieje, czasem komentują, podjadając herbatniki. Takie leżaki to dobry punkt obserwacyjny, nic nie umknie, no i auta można dopilnować, żeby nikt nie zadrapał, żeby żaden dzieciak piłką nie rzucił. Nawet obiad szykują na blacie w pobliżu, taka pogoda że trzeba korzystać. Dorota skrobie marchewki, pani Wiesia kroi na części mięso, zupa będzie na dwa dni, po co to codziennie gotować, nie po to człowiek na weekend na łono przyrody przyjeżdża.

Po południu idą na spacer. Dla zdrowia trzeba chodzić, daleko, ale pomalutku, po co to gnać. Dorota zrywa rumianki i zaplata wianek, dla zabawy zakłada go na siwe włosy pani Wiesi i przez chwilę pani Wiesia jest znowu młodą dziewczyną, taką jak była, zanim urodziła Dorotę. Wtedy jeszcze wierzyła w przychylność świata, walczyła ze swoim ojcem, przekonywała starego Sokoła, że ludzie są  dobrzy i mili, wstydziła się, kiedy nie pozwalał korzystać innym ze studni. A teraz wyszło, że to ojciec miał rację, świat nie lubi pani Wiesi, ani jej, ani Dorocie życie się nie ułożyło. Drapie ten wianek, oczy zasłania, pani Wiesia zdejmuje go  z głowy z niechęcią.

Wracają nie odzywając się do siebie, dzień się kończy, wszystko na dziś już zostało powiedziane.

Robią kanapki na kolację, pomidor, ogóreczek, Fredzia podjada tuńczyka prosto z puszki, z radia leci wesoła muzyczka, dookoła drewnianego domku na grządce z malwami zapalają się solarne lampki.

7 Comments

  1. Edyta

    Merytorycznie brakuje mi tu jakiegoś akcentu, nawet akcji. To taki bardziej opis obrazu. Bardzo udany opis, dobrze się go czyta,.ale czuję niedosyt. Wczułam się w klimat i już koniec. Nic się właściwie nie wydarzyło. Tego mi brakuje.
    A technicznie moim zdaniem za dużo przecinków. Gdyby w niektórych miejscach zamiast nich postawić po prostu kropke, myślę że latwiwj by się to czytało.
    Pozdrawiam

  2. Monika Nadmorska

    Dziękuję serdecznie za komentarz, pochylę się nad przecinkami 🙂 Tak, z założenia to miał być opis, szkic, to część większej całości, ale może faktycznie w kawałku się nie broni. Ale mimo to zdanie „czuję niedosyt” potraktuję jak komplement 🙂

  3. KaJa_1205

    Monika, czytając Twój tekst widzę setki takich pań Wieś , które czyhają nieopodal nas. Trochę ich nie lubię, trochę jest mi ich żal. Modlę się tylko, żeby za jakiś czas nie zostać jedną z nich 🙂

  4. Jeny, a mi tu niczego nie brakuje. Monika, narysowałas sytuację, opisałaś kawałek czyjegoś życia. Co się nie broni? Przed czym ma się bronić? Co to jakaś bójka na tyłach klubu? To jest cudowny tekst. Czuję zapach polskich weekendów, czuję frustrację Wiesi (sama taka będe na starość :D), czuję ten domek i te kanapki. Cały wieczór będe teraz myśleć o Wiesi, o lecie w Polsce, o wiankach (już nie umiem ich robić). Piękne to. W dupie z przecinkami! Nie jesteśmy już w szkole podstawowej – całe szczęście. A dzięki nim, dzięki długim zdaniom tekst płynie tak, jak Ty myślisz. Jak ktoś ma z tym problem, to jego problem. Piszesz pięknie i wspaniale się to czyta!

  5. Anna Zet

    Cudowny obrazek. Wycinek, kartka wyrwana z życia. Tak prosty i tak napakowany treścią. Zupełnie nienachalnie przedstawiony kawałek historii, w ktòry intuicyjnie podkłada się własne, rozszerzsjące go treści. Bardzo ze mną wspòłgra. ♡♡♡

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *