Znamy się

– Trzy czte-RY!

Cztery pary stóp wbijają się w piasek. Prawa, lewa, prawa, lewa. Piasek rozsypuje się na wszystkie strony. Dwie ciemne sylwetki biegną ile sił w nogach, zupełnie jakby chciały dogonić chowające się szybko w tafli wody słońce. Blondyn wysuwa się na prowadzenie i widząc swoją przewagę przyspiesza, żeby zapewnić sobie pewną pozycję lidera. Jednak biegnący za nim brunet szybko nadrabia stratę, zaciska mocno zęby i mocniej niż delikatnie odpycha rywala w stronę morza.

– Ej! – blondyn nie zatrzymuje się, ale krzyczy ile sił w płucach – Miało być bez brudów!

Drugi chłopak odwraca się już z bezpiecznej odległości, wyszczerza się i wskakuje na jedną z drewnianych belek wystającą z piasku.

– Hahahahaha! – pręży się na belce i tańczy coś co w jego głowie zapewne jest sambą, a dla obserwujących wygląda jak zwycięski taniec surykatki – Stawiasz whisky!

Blondyn pozwala pozytywnej energii spłynąć na niego. Kładzie się na piasku obok wciąż szaleńczo wymachującego rękoma brata i podziwia niebo nad sobą. Łuna zachodzącego słońca sprawia, że wygląda jakby ktoś w niebie rozpalił pożar. Pomarańcz przechodzi miejscami w czerwień, a gdzie indziej w fiolet. Kolory są tak intensywne, że aż nierealne. Wrażenie dodatkowo potęgują pojedyncze chmury tworzące iluzje dymu. Leniwie przesuwają się jedna za drugą, szukając miejsca dla siebie. Chłopak ma wrażenie, że pierwszy raz jest świadkiem tak spektakularnego zachodu słońca. Żałuje, że nie ma przy sobie aparatu, bo czuje, że chciałby zachować tą chwilę na dłużej. Z drugiej strony może to i lepiej. Zdjęcie i tak nie odda tego co teraz widzi i czuje. Nad nim pożar, w nim pożar, obok szum fal.

– Już nie ta forma co kiedyś, co? – brunet kładzie się obok i teatralnie wzdycha – pomyśleć, że przegonił cię młodszy brat!
– A skąd takie dobre tempo u młodszego brata? Nie chwaliłeś się że biegasz.
– Nie było kiedy. Mało ostatnio gadaliśmy. – Następuje cisza wypełniona ledwie słyszalnym mruknięciem. – Adam, jeśli potrzebujesz pokoju to zatrzymaj się u mnie. Wiem, ze głupio ci prosić, ale sytuacja jest jaka jest. Dopóki nie podejmiesz jakieś decyzji możesz u mnie kimać.

Adam dalej patrzy w niebo, a swoją lewą ręką kreśli okręgi na piasku. To już końcówka lata, ale temperatura wciąż rozpieszcza i żaden z chłopaków ani myśli zarzucać na siebie bluzę, która została kilkanaście metrów za nimi, na linii startu ich wyścigu.

– I co? Przyznać się do porażki?
– Daj spokój. Jakiej porażki? – Brunet przewraca oczami i kieruje swoją twarz w stronę brata. – Takie jest życie. Chyba tylko Krzysztof wyszedł za mąż za pierwszą dziewczynę, z którą się spotykał. My, pozostali śmiertelnicy nie musimy od razu znajdować tej jedynej. Lepiej że okazało się teraz niż później.
– Gadasz jak mama.
– Mama ma zawsze rację.

Oboje lekko się śmieją. To żart który funkcjonuje w ich domu odkąd byli małymi chłopcami. Któryś z nich robił coś głupiego, mama szybko podsuwała swoje rozwiązanie, które nigdy nie pomagało, ale każdemu z nich było zbyt głupio żeby to przyznać i zrobić jej przykrość. Uśmiechali się więc i dziękowali za pomoc. Wtedy padały słowa „Widzisz? Mama ma zawsze rację.”

– Wiem, że to głupie, bo ostatnio naprawdę było między nami kiepsko. Ciągle kłótnie o najmniejsze rzeczy. Za dużo czasu razem, za mało czasu razem. Za mało romantycznie, za dużo uwagi. Z jednej strony cieszę się, że to już koniec.  – Adam przechodzi do siadu i podpiera się na przedramionach. Patrzy przed siebie i mówi tak cicho jakby rozmawiał sam ze sobą. – Z drugiej cholera… Nie chcę znowu być sam.

Brunet cichutko gwiżdże. Po chwili wstaje i idzie w stronę ich porzuconych bluz. Adam obserwuje jak jego brat sięga po obie bluzy, a z jednej z nich wyciąga niewielką buteleczkę. Szybko wraca i siada obok Adama.

– Byłem pewien że przegram. – otwiera małą butelkę whisky i podaje bratu. Adam szczerzy się i pociąga dużego łyka.
– Grzeje!
– No panie! Muszą się dogrzewać w tej Szkocji. Podobno wieje tam jak cholera!

Wymieniają się butelką jeszcze dwa razy. Dookoła nich robi się coraz ciemniej. Za nimi spacerują jeszcze ludzie, ale są to pojedyncze osoby. Daleko od nich, pochłonięte własnymi przeżyciami.

– Pamiętasz Izi?
– Tę skrzypaczkę?
– „Tę skrzypaczkę?”! Serio? To moja pierwsza miłość była! Trochę więcej szacunku, brachu!
– Daj spokój. – Adam szturcha lekko brata – Byliście ze sobą niecały rok, kiedy nie miałeś czasu dla żadnych innych znajomych. Jak już się skończyło to pocierpiałeś miesiąc. Nawet nie! Bo pod koniec września były urodziny Brzozy! No to pocierpiałeś te trzy tygodnie, a potem znowu miałeś czas dla przyjaciół i znowu czułeś się ok.
– NO WŁAŚNIE!
– Co właśnie? – Adam wpatruje się w brata próbując wyczytać sens z jego twarzy.
– Zamień Izi na Magdę i zrozumiesz co właśnie.

Adam wybucha niekontrolowanym śmiechem. Śmieje się tak dobre kilka minut, po czym zastyga i patrzy na brata smutnym wzrokiem.

– Ja to niby wiem. Niby rozumiem ten mechanizm. Ale cholera… – Zadziera do góry i adresuje ostatnie słowa w niebo – Musi to tak uwierać?
– Zaraz przestanie. – Brat podaje mu końcówkę whisky. – Do dna.
– Do dna. – Powtarza Adam i przechyla butelkę. Następuje chwila ciszy, po której zwraca się do brata. – A ty? Gdybym się na chwilę do ciebie wprowadził, nie będzie cię denerwował starszy brat za ścianą?
– Przyzwyczaję się. Poza tym, będę teraz późno wracał do domu. – Młodszy chłopak uśmiecha się i otrzepuje ręce z piasku. – Będę miał przez najbliższe miesiące wolontariat w schronisku, więc raczej będziemy się mijać.
– Brzmi nieźle. No to… – Adam podnosi pustą butelkę do góry imitując toast w stronę księżyca. – Za nowe decyzje!

7 Comments

  1. Anna Zet

    Ej no, znowu TO robisz 😄 Podpuszczasz i rzucasz przynętę, taki okruszek tylko, że zanim się go dobrze poczuje, to już znika 😄 Masz taką lekkość w tworzeniu postaci, robisz to bardzo naturalnie. Mega mi się podoba ♡♡♡

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *