Weszła do pokoju. Było ciemno.
Najpierw poczuła chłód. Wszędzie.
Na ramionach, plecach, kostkach, wystających kolanach.
Dotknęła prawą dłonią lewego przedramienia. No tak. Gęsia skórka. Od dziecka, przy najmniejszych spadkach temperatur, na ciele pojawiały jej się małe zgrubienia, które często były powodem do wstydu. Nie wiedziała, czemu, ale były. Nieustanne dopytywania dziadka, czy nie jest jej zimno. Sugestie Marty, brzmiące jak oskarżenia, wypowiadane donośnym tonem na całą szkołę, że na pewno zakochała się w Łukaszu z drugiej B.
„Włosy stają ci dęba, jak go widzisz!” – jak sztylet wbijało się w tył jej głowy, przywołując te wszystkie trudne emocje, z którymi nie umiała sobie poradzić. A przecież Łukasz mijał ją w biegu, wytwarzając podmuch wiatru, odpowiedzialny za zmianę faktury jej skóry. Zwykłe dreszcze. A ona tak naprawdę skrycie kochała Kubę.
– Anastazja? – Usłyszała przed sobą piskliwy głos. Siostra Bożena. Świetnie. – Co ty tu robisz moje dziecko?
Odruchowo cofnęła się kilka kroków, gdy potężna postać w białym kitlu wynurzyła się z ciemności.
– Ja… Przyszłam się napić. – Odpowiedziała szybko.
– No i znowu pomyliłaś pomieszczenia. – Westchnęła ciężko kobieta, a z jej ust w jednej chwili uwolnił się smród tanich papierosów. – Chyba musimy zwiększyć dawkę leków na koncentrację, bo niedługo zabłądzisz we własnej łazience.
„O nie, własną łazienkę to ja mam trzysta kilometrów stąd” – pomyślała Anastazja, drapiąc się w lewy nadgarstek na wspomnienie domu.
Wyczuła na nim wąską, poszarpaną bliznę.
Gdy żyletka przecina skórę, też robi się zimno. I stają na rękach włosy. Ale przynajmniej w głowie mniej boli.
Gdy za sprawą metalowej klamry od wojskowego, grubego paska kuzyna, pękała skóra na jej plecach, tuż pod lewą łopatką – też było zimno. Tylko nie miała nad nim żadnej kontroli, przez co gęsia skórka była wyraźniejsza. Nad nadgarstkiem, żyletką i tym, co pod nią wypływało, już tak. To ona decydowała, kiedy zadać sobie ból i jak długo ma trwać. Nie krzyczała. Nic nie mówiła. I tak nikt by nie usłyszał.
– Co siostra robi tu po ciemku?
– A co cię to interesuje moja panno? Ciebie w ogóle nie powinno tu być, jest środek nocy. Muszę napisać wniosek do Jakuba o zastosowaniu w twoim wypadku pasów blokujących, przynajmniej na noc.
Anastazji nie mieściło się w głowie, jak ten gruby, tłusty, nie dbający o siebie facet, mógł mieć tak piękne imię. To była jedna z wielu rzeczy, których nie rozumiała.
Ciemność znowu ją obezwładniła i przypomniała ten wspaniały, majestatyczny las, w którym Marcin, ogłuszony bejsbolowym kijem sąsiada, leżał nieruchomo na leśnej ściółce. Ręce skrępowane wojskowym paskiem były coraz bardziej sine. Z łatwością przywołała w myślach metaliczny chłód klamry, która zamiast pod lewą łopatką, znajdowała się w jej prawej dłoni.
Gdy na drugi dzień obudziła się spocona we własnym łóżku, wszyscy w domu mówili o zaginięciu Marcina.
Spakowała się w godzinę i wsiadła w pierwszy lepszy pociąg. Ten byle jaki, z piosenki.
Z oddali dochodziły ją stłumione krzyki artykułujące jego imię.
I to był ostatni raz, kiedy o nim słyszała.

Oj Karola, po raz kolejny przeczytałam ten tekst i po raz kolejny mam dreszcze, od stóp do głów, wspaniałe zbudowałaś napięcie i ten zwrot akcji i to zaskakujące zakończenie👏
Bardzo, bardzo Ci dziękuję <3