Specjalizacja: tłumaczeniowa, język: psi

Nowy rok sprzyja nowym rzeczom. Zmiana cyferki na końcu kodu to jakiś taki porządny kop w tyłek i całkiem nowa, świeżutka energia do działania. I ja zwykle też tak mam. Ale powiem wam, że w tym roku przechytrzyłam system. A raczej przechytrzyłam go w zeszłym roku, bo chciałabym wam opowiedzieć o moim objawieniu końcówki dwatysiącedwudziestego. Konkretnie grudnia, szach mat styczniu!

Zawsze kiedy słyszałam, że ktoś bierze do swojego psa behawiorystę, wyobrażałam sobie wielkiego owczarka niemieckiego, który zaraz po wyjściu z klatki robi rozróbę na całym osiedlu i jest postrachem wszystkich rodziców i psiarzy w okolicy. No tak, właściciele takich psów zapraszają sobie behawiorystę, to jest totalnie uzasadnione. Ja w sumie też chciałabym wypracować z Dimą kilka rzeczy, ale nie jest to jakoś strasznie naglące. Dima nie jest postrachem dzielni. Pooglądam filmiki na jutubie i w swoim tempie będę wdrażać co tam będę uważała za istotne. DABUM TSSSSSSS jesień zeszłego roku pokazuje mi, że w Dimie budzi się temperament owczarka i ma coraz większe zapędy żeby terroryzować dzielnie (a przynajmniej ja tak to widzę).

Przeglądając psie strony na fejsbuku trafiam na stronę behawiorystki, dziewczyny z moich okolic. Myślę sobie – może warto byłoby jednak poprosić o pomoc?

Pooglądam jutuba i będę wdrażać rzeczy? Guzik! Może inni potrafią sprytnie wybrać to co wartościowe i dobre właśnie dla ich psa, ale ja w tym bogactwie informacji po prostu zginęłam. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, ale próbowałam wypracować pożądane zachowanie na różne, często niewłaściwe sposoby. Nie mówiąc o tym, że próbowałam wypracować je na psie, którego problemem nie było to, że nie potrafi iść na luźnej smyczy, tylko to, że ja nie widzę co leży u podstaw tego, że ta luźna smycz tak nam kuleje. 

I tutaj wchodzi behawiorystka. Osoba, która w moich oczach jest absolutną superbohaterką. Wiem, że na pewno można trafić na lepszych i gorszych behawiorystów. Jak w każdym zawodzie. Ja trafiłam na cudowną, wyrozumiałą, fantastyczną osobę, która zbliżyła mnie i każdego dnia zbliża mnie bardziej do mojego psa. 

Pierwsze co mnie zaskoczyło to jej spojrzenie na Dimę jak na indywidualny przypadek; jednego jedynego psiura, który reprezentuje swoją prywatną, złożoną osobowość. Ja wyobrażałam sobie pracę takiej osoby zupełnie inaczej. Mianowicie: jest jakiś model idealnego psa i są drogi, żeby w ten model się wpasować. Teraz, po kilku spotkaniach, widzę, że jest dokładnie odwrotnie. Dima jest idealnym psem i są różne drogi, żeby pomóc mu dobrze żyć w naszych nieidealnych, miejskich warunkach. 

Od początku zakładałam, że Dima jest psem szalenie inteligentnym i to ja jestem tym słabszym ogniwem, więc w ogóle mnie nie zaskoczyło, kiedy każde kolejne ćwiczenie potwierdzało tę tezę. Czy wy wiecie jak dużo psy są w stanie nam powiedzieć samą mową ciała? Jak ogromną ilość informacji są w stanie nam przekazać, gdybyśmy tylko zatrzymali się, popatrzyli, chcieli słuchać? Pewnie wiecie, bo większość z was to psiarze, ale damn! Mi ten nowo odkryty język po prostu rozwalił mózg. Czuję się absolutnie zafascynowana tym światem bez słów, który jest tak niesamowicie treściwy.

Pamiętam jak po urodzeniu dziecka wszyscy pytali mnie o bioderka. “A sprawdzałaś już bioderka?”, “Umówiłaś się na wizytę z bioderkami?”. No i spoko, bioderka były sprawdzone, są ok i jedziemy z tym bobasowaniem dalej, ale prawdziwym objawieniem była dla mnie wizyta fizjoterapeuty. Pani która przyszła, wzięła moje dziecko na ręce, pobawiła się z nią, poobserwowała i dała mi kilka wskazówek, które były dla mnie w zasadzie ratujące życie w tamtym okresie. Piszę o tym, bo podobna korelacja maluje mi się w psim świecie. 

Dima został wykastrowany kiedy miał około 10 miesięcy. Pamiętam jak bardzo spieszyłam się żeby zdążyć przed jego pierwszymi urodzinami. Czytałam, że im wcześniej tym lepiej i basta. Po wszystkim dosyć długo dochodził do siebie, ale po około tygodniu znowu był psem którego znałam, a ja miałam pewność, że jeśli ktoś sprawdzi, to ja będę miała w książeczce informację o kastracji. Dotrzymałam swojej części umowy z fundacją. 

Teraz, kiedy pracujemy z Dimusiem nad jego różnymi lękami, zastanawiam się czasem czy kastracja miała jakikolwiek wpływ na jego rozwój. Nie mogę od siebie odsunąć pewnej powracającej myśli: Czy nie lepiej byłoby gdyby fundacje zamiast automatycznego skierowania na kastrację, kierowały adoptującego automatycznie na konsultacje z behawiorystą, który przed zabiegiem oceniłby czy dany pies (przecież każdy z nich jest zupełnie inny!) skorzysta, czy może ucierpi na zabiegu kastracji. 

Czasu nie mogę cofnąć, musi być jak jest. Mogę za to zadbać o to, żeby nieść światełko miłości i zaufania do behawiorystów dalej, co też czynię. Gdybym na studiach miała możliwość zgłębiania przekładu psiego języka, założę się, że czułabym dużo większą satysfakcję niż ta z tłumaczenia kolejnego wiktoriańskiego wiersza.

8 Comments

  1. Oooo, Kochana, ja widzę, że my możemy sobie nieźle pogadać! 😀
    Bardzo się cieszę, że napisałaś ten tekst, poruszasz ważne kwestie, z których ludzie często w ogóle nie zdają sobie sprawy, przygarniając psa pierwszy raz w życiu. Ba, nawet świadomi psiarze często potrzebują zmiany pespektywy! Twój głos jest bardzo potrzebny, dziękuję za ten tekst i dzielenie się doświadczeniem!

      • Tak, sama kastracja to jest trudny temat. Osobiście uważam, że trzeba kastrować domowe zwierzaki, by zapobiegać bezdomności. Ale nic nie jest czarno-białe i zdarza się, że są pobudki, by tego nie robić. To, o czym piszesz – potrzeba zrozumienia, jakie są przyczyny psiego zachowania, wsłuchanie się w psa oraz konsultacja z behawiorystą, to rzeczy istotne i jazdy opiekun osa powinien mieć tego świadomość – dlatego dobrze, że o tym piszesz!

  2. Sylwia kocham Cię! To są normalnie MOJE rozkminy sprzed pewnego czasu. Kwestia kastracji to jest dokładnie to, czym się biczuję w przypadku mojej Winter (wiem, że nie jest to zbyt konstruktywne). A sama im bardziej się daję wciągnąć w behawiorkowy świat tym bardziej doceniam współpracę z „ogarniaczami” tematu 🙂

  3. Anna Zet

    Każdy pies jest psem idealnym ♡
    Nie widzę inaczej 😄
    To tylko my-ludzie popełniamy caaałe mnóstwo błędów, bo wydaje nam się, że jesteśmy najmądrzejsi 😄
    Zwierzęta cały czas do nas moówią, tylko musimy się nauczyć słuchać ♡
    Fajnie, że o tym piszesz 😍

  4. Magdalena

    „Czy pan pomaga ludziom, którzy mają problemy z końmi? – Nie! – Nie? – Nie proszę pani, ja pomagam koniom, które mają problemy z ludźmi!”- cytat z pięknego filmu Zaklinacz koni, który tak bardzo pasuje do Twojego tekstu <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *