Dupol

‚Całe życie z debilami’ może o tym pomyślał Dupol, lecąc głową w dół z jedenastego piętra ku wiecznie zasyfionej płycie chodnikowej, gdzie lądowały kiepy, wyrzucane z okien wieżowca nr 17 przy Obrońców. Może to, że i on jest takim właśnie kiepem. Niedopałkiem zaciągniętym na żółto. Smolistym i zwiędłym bez filtra. Sflaczałą końcówką bez żaru. Wypalonym odpadem. Może był i kiedyś mocnym, albo popularnym, takim, co wszyscy palili, bo nie było nic innego. Kupowało się je w miękkiej paczce, w której nie mieściły się palce. Człowiek wpychał zgrubiałe od strun paluchy w ten sflaczały otwór i gmerał w nim, próbując wysunąć peta. Byli i tacy co wytrząchiwali. Obracali paczkę i pyk pyk, wylatuje fajeczka, ale to cioty, za takich nie dałby nawet paznokcia. Stało tych ciot w chuj pod klubami, zawsze chętnych, żeby opierdolić cudzego. ‚Kopsnij pojarę!’ No ja pierdolę!  Stoi taki Zen w bermudach pod Mjjazgą i ‚kopsnij’, no to już wiesz, jeszcze zanim dokończy, że mu jebniesz. Dup też było na gigach w chuj, ścisk taki, że palca nie szło wcisnąć. Choć to może nie najlepiej powiedziane. Tłoczyły się przy wejściu i na barze, zawsze gotowe. Można było wjechać po same jaja w dowolną szparę. Żadnych oporów. Dupol to lubił na ostro i otwarcie takie miał, że podbijał do panny, co ją ze sceny wypatrzył i wypalał normalnie: ‚Jesteś chuja warta?’ – takiego granata rzucał – a jak kiedyś usłyszał w odpowiedzi, że ‚każdego’ to się prawie zakochał, ale dup było dużo, a Dupol jeden, to się nie mógł obrobić. Zdarzało się, że jedna z drugą ciągneły w kiblu a potem ciągnęły temat, ale to mniejsza o to.

‚Całe życie z debilami’ tak zawsze mówił.
‚Może kawy zaparzyć? Z ekspresu, dobra. Nie? O czym to ja… Acha! Poważne związki.’

Bywało i poważnie. Związki się zdarzały. Łatwo nie było. Taki muzyk nie może się ustatkować, przestać węszyć przygód, bo to jakby zszedł ze sceny. Pustka zostaje.  Wszystko musi traktować instrumentalnie. Rosół z teściami, dzieci, pies na szczepienie i soboty na koszeniu trawy. Na chuj to komu. Albo żona. Dupol miał żonę. Krótko, bo krótko, ale zawsze. I dzieciaki. Zdążył naruchać dwoje. Przychodziły potem na koncerty, smarki takie, szczypiory. Chłopak i panna, jak od różnych ojców.  Pewności nie miał. W każdym razie, żona Dupola przed ślubem święta, ni dziewica nie była, ale na Dupola się zawzięła. Przychodziła na koncerty, wystawała pod klubami, barami czy gdzie tam jeszcze było pokoncertowe łojenie, śnieg czy deszcz, nieważne. Tkwiła tam jak wyposzczone widły w gnoju, z głową schowaną w postawiony kołnierz na tym zimnie i czatowała, aż się Dupol wytoczy z baru na fajkę, której nie był w stanie, albo nie miał czym podpalić. Wypadał z rozwianym piórem przez drzwi zamkowej Krypty potykając się o próg, stawał tak w rozkroku, w tych swoich kutych bikerach od Harleya, chwiejąc się z petem w zębach i łapą w spodniach, klepiąc drugą po kieszeniach skórzanej kurtki w poszukiwaniu ognia, którego zwykle nie było. Diabeł, jak to mówią, ogonem nakrył, ale i babę posłał, bo raz się zdarzyło, że ogień miała i dała. I tak mu dawała, że nie przestała i zaczęła się rodzina. Z początku było nawet dobrze, wygodę miał, poprane, browar w lodówce i spokój. Kobieta dobra, dymów nie było, nie wydzwaniała nawet,  jak noce zarywał, potem jej się zmieniło.

‚Kawy nie zrobić? Z ekspresu, syn przywiózł? O czym to ja… Acha, no to właśnie do rzeczy’

Długo sielanka taka nie trwała, bo Dupol nałogowy smakosz kwaśnych jabłek był i lubił dymać małolaty. Dzieciaki już miał podrośnięte, sam w  latach, pióra na łbie zaczęły puszczać, a gładkimi bułami po każdym koncercie wycierał kąty. Młodsze niektóre były od jego panny, co jeszcze wtedy do ogólniaka chodziła, siura taka, ale dzida. Nie dziwota, że żona z pizdy zaczęła strzelać, dość miała. W końcu to go wyniosła nawalonego po imprezie jakiejś na ławkę przed dom, razem ze sprzętem i ciuchami i tak zostawiła. Nieważne. Dupol ojcem dobrym nie był. Włóczył się. Jeździł po koncertach po kraju i w trasy po Europie, po barach się szlajał, po melinach. Lubił i zalać pałę i wciągnąć, różnie się znieczulał. W domu to go prawie nie było, więc te jego szczeniaki to średnio były zaopiekowane. Chłopakiem się wcale nie zajmował, żadne tam mecze, ryby czy inne grzybobrania, normalnie, miał wyjebane, ale lubił się czepiać.
A z tym pudłem to było tak…
Z córką też kontaktu dobrego nie miał. Jak mniejsza była, to się jeszcze lubił nią pochwalić, że bystra, wierszyki nawija, za wiosło się chwyta, coś tam brzdęka, normalnie, jak to zwykle taka córeczka. Dupol bez serca nie był, wiadomo. Potem jednak, jak mu rusałka podrosła i krew poczuł, to już miły nie był. Zaczęło mu odpierdalać, że ona się szlaja, że dupy daje i takie tam. Łaził za nią wieczorami. Pilnował. Pół miasta potrafił przejść kitrając się po krzakach, śledząc co ona robi i z kim. Na ogniska za nią łaził, na miasto nocą wpadał, trzepał bary i szukał po ruinach, nad kanałem, gdzie siury zazwyczaj łoiły winiacze. No i zdarzyło się raz, że wpadł na taką bibę, gdzie pokot był, ćpanie, chlanie, death metal pod pierzyną i zastał córeczkę jak bez majtek kreskę wciągała. Podejrzenia swoje miał i się wkurwił. Nieważne. Finał był taki, że przeciągnął tam czyimś łbem po kamiennych schodach i chujowo wyszło, bo rozłupał ten łeb jak skorupę.
Zgon, psy, proces i pudło. Stąd ten tatuaż.
Siedział cztery lata za pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Czerep mu ogolili, ale nie wsiąknął, nie grypsował. Trzymał się z dala od problemów. Nawet pisał dobrą muzę przez ten czas, dużo go miał i głowę niezamuloną, to się spełniał. Koncerty bez Dupola były, ale już nie to samo. Miał jak nikt, pierdolnięcie na wiośle, to trudno było podrobić. Była też płyta, ostra przytupaja. Dupol pisał, ale grać nie mógł, więc koncertowało się bez niego. Dużo po wyjściu o pudle nie mówił. Tylko tatuaże pokazał. Wydziarał sobie na klacie napis taki ‚Ja Kocham Ciebie Matko’. Sentyment go przydusił w tyle nocy samotnych w celi, że dał się wydziabać jednemu, co miał taki sam. Dopiero potem dowiedział się, za co tamten siedzi, że matce w gardło wrzątek wlał, bo nie chciała dać na wódę. ‚Całe życie z debilami’, tak mówił, no ale w końcu to sobie ten tatuaż zostawił, choć jego stara go za dzieciaka dziadkom oddała, a sama poszła w długą i tyle ją widzieli. Nieważne.

‚Co potem było?’
Potem to już niewiele. Wyszedł z pierdla i wrócił do grania, na próby. Dbało się w salce o jego sprzęt, żeby miał gotowy. Dupola wiekowa już Mesa, na czas wróciła od ‚egzorcysty’, z naprawy znaczy i trzeba było sprawdzić, jak sobie radzi w akcji. Ucieszył się, ale jakby obawiał hałasu, tak go to pudło stłumiło, no ale prawdę mówiąc, to nikt nie spodziewałby się po nim ‚Hosanny’ na grzebieniu czy innych pomruków. Pierdolnięcie musi być! I było. Kilka lat jeszcze grał, koncerty i objazdówki też, płyt trochę wyszło, ale potem już mniej tego było. Normalna kolej rzeczy, postarzeli się wszyscy, łysina, wątroba, viagra, wiadomo. Jak ci siusiary takie przed klubem ‚dobry wieczór’ i ‚czy mógłby pan’ to czas się zbierać, już po bitwie i trupy same.

‚Może jednak kawy? Z Włoch prawdziwa,
syn przywiózł? Nie? To co ja miałem… Acha!’ 

Co robił Dupol w ten wieczór, co z okna wyleciał, to ja do końca nie wiem. Bywało, że włóczył się po mieście, sprawny całkiem nie był, ale lubił się napić, to zaglądał do barów. Przesiadywał godzinami, zaczepiał panny, wulgarny grzyb taki, to go przepędzali. Stary był, samotny, w głowie mu się psuło. Dzwonił czasami i stękał, że mu podsłuchy w domu założyli, tylko nie mówił kto, kamery jakieś i podglądają jak konia wali. Że słyszy jak coś w ścianach chodzi i skrobie, że mu trutki na szczury dosypują do serków wiejskich w Samie na Grobli i takie tam. Normalnie, kończył się
i bez tego skakania z okna.

A co wieczorem robił, zanim do domu wrócił? Wiem tylko, że koncert miał być w Mjjazdze na Starym i tam poszedł. Biletów już nie było, to nie pocisnął nawet na vipa, komplet mieli i kazali spierdalać. Do Krypty na Zamkowej też go nie wpuścili. Fajkę chciał, ale dostał zjeby i poszedł. To wszystko. Kawy zrobię.

1 Comment

  1. Joanna Urbanek

    Ten tekst zrył mi beret. Totalnie. Po przeczytaniu go czuję się jakbym była na mega-kacu. Słowa są tak idealnie dobrane do charakteru postaci, że momentalnie znalazłam się z Dupolem na jednej imprezie. No nie polubiłabym go, zdecydowanie 😉 Ale tekst jest niesamowicie realistyczny. Podziwiam Cię za „puszczenie hamulców” przy pisaniu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *