Dom nad jeziorem

Długie, siwiejące włosy kładły się na oparciu wysokiego krzesła. Tone trzymała kubek z chłodną już herbatą przy ustach. 

Jej myśli krążyły wokół spraw, które już od dawna nie powinny mieć dla niej żadnego znaczenia. Para smutnych oczu dojrzała sójkę za podwójną szybą. Ptak grzebał dziobem w igliwiu pod ogrodowym stołem – jedynym miejscem w okolicy, którego nie przykryła gruba warstwa śniegu. 

Czerwony domek był świadkiem wielu przełomów w życiu Tone, ale po raz pierwszy odwiedziła go zupełnie sama. 

Ciemne deski podłogowe pamiętały ją jeszcze jako dziecko, biegające beztrosko na bosaka po werandzie. Ojciec przywoził ją tutaj co lato. Wakacje w czerwonym domku nad jeziorem Hjarta stanowiły dla niej jedne z niewielu radosnych wspomnień z dzieciństwa. I chociaż ojciec pił wtedy więcej niż zwykle, to był też znacznie bardziej przystępny. Nie złościł się o wszystko, nie nazwał jej małą kurwą. Prosił, gdy potrzebował pomocy. Przez te kilka dni w roku byli rodziną. Do południa pływali małą łódką po jeziorze. Wieczorami rozpalali ognisko. Po zmroku ojciec szedł spać, a Tone zbierała butelki i ustawiała je w równiutkim rządku pod ścianą. Potem wychodziła z czerwonego domku. Usypiała na hamaku zawieszonym pomiędzy dwoma wysokimi sosnami. Czasami budził ją głośny szloch ojca – kładła się wtedy na drugi bok, zaciskała powieki i próbowała szczelnie zakryć sobie uszy dłońmi.  

Kilkanaście lat później odwiedziła to miejsce z Erikkiem. Wędrowali z miasteczka cały dzień, żeby wieczorem rozpalić ogień w kominku czerwonej chatki. Tamtego dnia Tone nosiła pod grubym swetrem sznur pereł. Całą drogę wyobrażała sobie, że staje przed Erikkiem ubrana wyłącznie w naszyjnik. Lubiła myśleć – kto wie, być może zgodnie z prawdą – że Erikk na zawsze zapamięta perły na tle jej zaróżowionej skóry. Ona o nich w każdym razie wciąż pamiętała, chociaż minęło już ponad trzydzieści lat.

Kiedy śnieg stopniał, wszystkie trzciny porastające brzeg jeziora Hjarta widziały, jak dziewiętnastoletnia Tone odrzuca zaręczyny Erikka. 

Kobieta uśmiechnęła się na wspomnienie tamtej miłości. Z całą pewnością pierwszej. Ale czy ostatniej? Sama nie była pewna. Pewnie byłoby jej teraz lepiej. Spokojniej. Widocznie spokój nie jest pisany każdemu.

Po odrzuconych oświadczynach Tone zapomniała o chatce na wiele lat. Żaden z jej kolejnych mężczyzn nie odwiedził domku nad jeziorem Hjarta. Żaden następny nie widział jej też wyłącznie w perłach. Przynajmniej, dopóki nie poznała Hakona.

Młodszy od niej. Nieco roztargniony, zwłaszcza jak na policjanta. Hakon pracował przy sprawie zaginięcia jej jedynej córki, dziesięcioletniej Arnvi. Sam chciał jej towarzyszyć w podróży do domku nad jeziorem. “W takim stanie nie powinnaś zostawać sama” – powtarzał. Z całą pewnością nie chodziło o dobro dochodzenia, raczej o względy towarzyskie. Hakon wiedział, jak Tone zarabiała na życie. Mimo wszystko było w niej coś, co kazało policjantowi otoczyć ją opieką. Był przy niej, kiedy przepłakiwała całe dnie i tępo wpatrywała się w drewniane ściany. Był przekonany, że rozpacz Tone wynika z zaginięcia dziecka w niewyjaśnionych okolicznościach.  Całkiem zresztą rozsądnie i z typową dla Hakona naiwną wiarą w dobre serce każdej napotkanej osoby. W końcu nic nie może równać się z bólem, jaki przeżywa matka po utracie dziecka – prawda? Nie przeszło mu nawet przez myśl, że przyczyna stanu kobiety jest zupełnie przeciwna. Tone samodzielnie dźwigała na barkach ciężar tego, co zrobiła swojej własnej córce. Ten romans nie mógł trwać długo. Kobieta nie mogła jednocześnie kochać i trwać w kłamstwie. Patrzeć codziennie w błękitne oczy, w których tańczyło ślepe zaufanie.

Tone dzieliła mężczyzn na złych i dobrych. 

Źli – tych w jej życiu było zdecydowanie więcej – mieli dla niej przede wszystkim pogardę. Klienci, kochankowie, przelotne miłości. Pojawiali się na chwilę i zostawiali po sobie strzępki zapachu na pościeli, historie o podłych żonach i nieuchwytne wspomnienia pocałunków.

Tych drugich mężczyzn – dobrych – mogła policzyć na palcach jednej ręki. Ci mieli dla niej przede wszystkim litość. Jej ojciec, Erikk i Hakon. Wpuszczała ich do serca tak, jak wpuszczała do czerwonej chatki. Żadnego nigdy już nie wypuściła, choć w jej życiu żadnego z nich już nie było. 

A jednak ta litość dobrych mężczyzn bolała. Często znacznie bardziej niż pogarda, jaką częstowali ją źli mężczyźni. Litość odbierała jej moc, była ciężka i obraźliwa. Sprawiała, że wstydziła się samej siebie. 

Sójka odleciała. Zimowy ogród znów był pusty.

Tone dobrze wiedziała, jaki zew przygnał ją dzisiaj do czerwonego domku. Przyjechała po kolejny przełom. Chociaż była sama, wciąż czuła na plecach ciężar litości i obecność duchów  z przeszłości. Erikk, Hakon, Arnvi, ojciec.

Czuła się jak wrak statku na dnie morza. Zapomniany i przeżarty rdzą. Dom ogromnej kałamarnicy – wstrętnego sekretu. Dziób utkwił w mulistym dnie. Nie ma dla niej ratunku, nikt jej nie znajdzie i nie wyłowi.

Było w tym wyobrażeniu coś kojącego.
Obietnica spokoju.

Tone zostawiła niedopitą herbatę na stole.

Zimny wiatr uderzył ją w twarz, kiedy otworzyła drzwi małej, czerwonej chatki. Przyglądała się długo tafli jeziora. Choć częściowo skuta lodem, to w miejscach odległych od brzegu było widać ciemną wodę. „Nie chcę już litości” – powiedziała głośno w jego kierunku. Tafla pozostała niewzruszona. Poczekała jeszcze chwilę, jakby ktoś miał ją zawołać. Jakby któryś z towarzyszących jej duchów miał wziąć ją za rękę i zaprowadzić do zimnej, granatowej wody. 

Nic. Cisza.

Tone odwróciła się i zaczęła wędrówkę w kierunku gór. Tylko samotna podróż mogła odpowiedzieć na jej pytania. Obudzi wspomnienia, znienawidzi się za wszystko co zrobiła, a potem być może sobie wybaczy.

Jezioro nigdzie się nie wybiera. 

4 Comments

  1. Dorota

    Ta historia niesamowicie wciąga i przenosi czytelnika w tę historię, jak dobra książka! Jestem ciekawa co mogłoby wydarzyć się dalej, mam nadzieję, że czerwony domek ponownie Cię natchnie i powstanie kolejna część tej opowieści, może nawet nie jedna?

  2. Joanna Urbanek

    Niesamowita postać. Bardzo bym chciała poznać więcej szczegółów z jej życia, chociaż tak ją opisałaś, że już mam poczucie, że znam ją bardzo dobrze. W tekście czai się mrok, ale jednocześnie czuję dużo ciepłych uczuć wobec Tone.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *