Wigilie

Pierwsza Wigilia, którą pamiętam.

Zapisana w strzępkach wspomnień. Salon z wielkim stołem, a przy nim wielu dorosłych i dzieci. Wielka choinka, zapach lasu, świeczki tlącej się na stole, Świąt, bezpieczeństwa, rodziny i wszechobecnej beztroski. Pianino, które odkąd pamiętam stało w salonie mieszkania mojej cioci. I my – zgraja dzieciaków próbujących zawzięcie wydobyć z pianina choć jeden czysty dźwięk, i dorośli – cierpliwie znoszący tę kocią muzykę. Ślady, które zostawił po sobie Św. Mikołaj – ktoś zniknął z salonu tylko na moment, w przedpokoju mignęły czerwone ubrania, biała broda. Pod choinką nagle pojawiła się masa prezentów, a może od początku tam były? Czy te ślady Św. Mikołaja to spektakl stworzony wtedy przez dorosłych, czy wyobraźnia dziecka, które tak mocno wierzyło w istnienie poczciwego staruszka, że odmalowało jego nieprawdziwą obecność we własnych wspomnieniach? I jeszcze globus. Wielki, błyszczący – znalazłam go wtedy pod choinką i choć wcześniej o nim nie marzyłam to pamiętam go do dziś.

Wigilie, gdy byłam nastolatką, a później pełnoletnią i coraz starszą kobietą.

Wigilie spędzane w mieszkaniu moich rodziców. Najpierw było nas dużo – prababcia, jej syn, a mój stryjek, z całą swoją rodziną – żoną, dziećmi, wnukami. Później, gdy rodzina rozrastała się o kolejnych narzeczonych i mężów, ta wielka Wigilia rozdzieliła się na dwa domy i Święta spędzaliśmy już tylko z siostrą mojej mamy, jej mężem, moim rodzeństwem ciotecznym, a z czasem także z ich dziećmi. No i zawsze z babciami i dziadkami, a było ich czworo od zawsze i na zawsze. W którymś roku zaczęliśmy robić rodzinne zdjęcia. Czemu akurat wtedy? Złapałam wówczas fotograficznego bakcyla i chciałam trochę podręczyć rodzinę ustawianiem ich do wspólnej fotografii? A może po prostu dziadkowie byli już w takim wieku, że bałam się, że każde Święta mogą być ostatnimi w pełnym składzie?

Wigilie zapisane we wspomnieniach i zdjęciach.

Dziadziuś obejmuje w kuchni swoje dwie córki – moją mamę i ciocię. Babcia i Dziadziuś siedzą obok siebie przy stole. Dziadziuś próbuje jeść jedną ręką, druga opiera się smętnie na temblaku, unieruchomiona przez gips. Babcia uśmiecha się szeroko do zdjęcia.

Wigilia 2017

Kilka zdjęć z poranka. Toffi leży koło choinki z nową zabawką-żyrafką u boku, która jest tylko odrobinę dłuższa od niej. Jej rude futerko zlewa się z żyrafimi łatkami. Tata uśmiecha się do aparatu, a spod jego koszulki wystaje głowa pluszowego misia. Nie miał pojęcia, że to ostatni beztroski poranek wigilijny.

Później zdjęcia z kolacji, która miała się nie odbyć. Nie pamiętam czy cała rodzina miała wyjątkowego lenia, czy po prostu ktoś gorzej się poczuł, ale grunt, że tamta Wigilia stała pod znakiem zapytania, a ostatecznie jednak się odbyła.

Przystrojona choinka, zastawiony stół, na pewno była też rodzina zebrana w jednym pokoju, choć nie uwieczniłam tego na zdjęciach. Tylko jakieś nieistotne detale na stole czy choince – talerz, złożona w kształt kokardy serweta, refleks światła na choinkowej bombce. Gdzieś na komputerze powinnam mieć rodzinne zdjęcie z tej wieczerzy. A może w tamtym roku zapomnieliśmy go zrobić?

Wigilia 2018

Nie pamiętam jej, ale od czego są zdjęcia. Worek od cewnika wypełniony do połowy nieklarownym, biało żółtym moczem. Zdjęcie zrobione zapewne w pośpiechu, aby wysłać je do mojej ówczesnej dziewczyny – pielęgniarki, która poradzi co robić. Babcia leży niemal bez ruchu. Czasem powie jakieś pojedyncze słowo. „Idę”, „chcę”, „mamo”. Rzadko „tak”, częściej „nie”. Z tamtej Wigilii nie mam ani jednego zdjęcia przy stole, ale pamiętam, że chociaż przy różnych stołach, to wciąż było ich czworo – dwie babcie, dwóch dziadków.

Wigilia 2019

Tatę powaliła gorączka. Z mamą jesteśmy u cioci, po prawej stronie stołu, kilka osób ode mnie siedzi babcia. Dziadziusia nie ma obok niej. Nie ma go obok nas od prawie czterech miesięcy. Czytanie Pisma, dzielenie się opłatkiem. Babcia próbuje ukryć szloch, ale cała twarz jej poczerwieniała, oczy są mokre, broda drży, a mięśnie nie chcą współpracować z silną wolą. „Możesz przy nas płakać” – wysyłam jej w myślach wiadomość – „Ja też nie mam na nic siły, tylko na płacz. Też za nim tęsknię”. Wujek zerka na babcię przelotnie:

– Mamo, to już cztery miesiące, musimy iść do przodu. – Wstaję od stołu i podchodzę do niej. Przytulam ją mocno, chcę ochronić przed każdym, kto spróbuje jej coś takiego powiedzieć. – Wujku, babcia nie chce iść do przodu.

Wigilia 2020

Stoimy wokół stołu z babcią, w jej mieszkaniu. „Pomódlmy się jeszcze za Dziadziusia. Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie…”. Babcia płacze. Mama płacze. Płaczę. Tata stoi obok mnie, więc nie widzę jego twarzy. Kolację wigilijną kończymy o 16:30 i jedziemy do rodziców taty.

O 18 zaczynamy drugą Wigilię. Nie ma już cewnika, ale babcia nadal leży. Już prawie się nie odzywa. Je tylko miękkie potrawy. Czasem zawiesza się jakby zapomniała jak gryźć. Wtedy działają tylko silne bodźce. Tata klepie ją mocno po twarzy. Kiedyś i to przestanie działać. Babcia zapomni jak się gryzie tak samo jak ponad dwa lata temu zapomniała jak się chodzi. Tata unosi jej głowę, żeby ją napoić. Babcia krztusi się i protestuje, ale w końcu przełyka kolejne porcje kompotu. Zupa taty zupełnie wystygła, ale ten nie zwraca na to uwagi tylko karmi babcię jak co dzień od trzydziestu jeden miesięcy.

Ile Wigilii pozostało?

6 Comments

  1. Anna Zet

    Niby wiesz, że rozpad jest nieunikniony i to tylko kwestia czasu, ale jednak zapiera Ci dech, kiedy się z nim zderzasz i koniec końców, zawsze jest zaskoczeniem. Tak właśnie zapomniałam oddychać w trakcie tej podróży, w jaką mnie zabrałaś. Chciałam jeszcze poczytać inne teksty ale chuj z tego będzie, bo mnie rozwaliłaś ♡

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *