Marzenie o wolności bez powinności

Wolność.

Bycie wolną to moje najpiękniejsze marzenie. Uwolnić się od wszystkich demonów w moim środku i tych na zewnątrz, które mówią mi co POWINNAM robić, z kim być, jak się zachowywać. Piękne marzenie. Wydaje mi się, że nawet kiedyś ich nie było, ale zapewne byłam wtedy bardzo maleńka. A potem zaczęto mnie wychowywać.

“Dziewczynki POWINNY ładnie pisać” słuchałam w dzieciństwie. I dlatego zmuszano mnie do przepisywania szkolnych zeszytów w wakacje.  A w wakacje, jeśli coś już POWINNAM to raczej bawić się, a nie być tresowana na DOSKONAŁĄ dziewczynkę. Mogłam w te wakacje odkrywać co lubię, szukać przygód, a nie przepisywać te cholerne zeszyty. Mogłam być sobą.

“Nikt Cię nie zechce jak nie będziesz sprzątać i gotować” to słyszę do tej pory. To jeden z powodów, przez które nienawidziłam sprzątania, które stało się dla mnie symbolem kajdan, naruszeniem wolności. Przez to głupie zdanie, uwierzyłam komuś, że nikt mnie nie pokocha, bo nie lubię sprzątać. Więc POWINNAM sprzątać, żeby zasłużyć sobie na uwagę mężczyzny. I niestety to, co zaraz opiszę na serio miało miejsce. Wiecie jak czasem wyglądały moje randki? Jak miał do mojego mieszkania przyjść mężczyzna, to zamiast wyluzować, nalać sobie lampkę wina, puścić nastrojową muzykę to ja przed spotkaniem latałam z mopem, ledwo starczyło mi czasu na ogarnięcie się wizualne, a jak już ten mężczyzna przychodził to byłam zmęczona i zestresowana, bo jakiejś gównianej 3 półki od lewej nie przetarłam. PIEPRZONE SPRZĄTANIE. Ale czy  mogłam zrobić inaczej? Tak, mogłam. Mogłam być po prostu sobą, odprężyć się, spędzić miło czas z kimś bez wymagań wobec siebie. Ale demony nie przestawały mi przypominać: ”Żaden facet Cię nie zechce, jeśli nie sprzątasz”. 

“Faceci nie lubią niezależnych kobiet. Będziesz sama, bo jesteś niezależna” to też dosyć często słyszę w swoim otoczeniu. Jakby nikomu nie przyszło do głowy czego ja chcę, bo przecież moim nadrzędnym celem POWINNO być bycie w związku, a żeby w nim być POWINNAM być zależna. I okropne jest wmawiać dziewczynom, kobietom, że jak mają pracę, która daje im niezależność finansową, że jak mają pasję, własne zdanie, to umrą samotnie. To jest “nie fair”. Kurwa, co ja mówię. To jest okrutne. Jestem człowiekiem, pragnę być szczęśliwa i pragnę satysfakcjonujących relacji, które zresztą nie bardzo mogą zaistnieć jak nie znamy samych siebie. I wmawianie mi, że jak będę sobą, będę robić to co chcę, będę wolna (czytaj “niezależna”) to będę samotna, jest okropnie przemocowe i jest chęcią naruszenia mojej wolności. Wolności do bycia sobą.

A teraz moje ulubione.

“Jesteś zbyt emocjonalna”, to słyszałam miliardy razy w stosunku do siebie i innych kobiet. Wmawianie mi i innym kobietom, czy też mężczyznom, że odczuwanie emocji i ich ekspresja to słabość, jest głupie. Ostatnie zdanie napisałam świadomie w ZŁOŚCI. Umiejętność okazywania emocji, a jeszcze zarządzania nimi to siła. Ale wmawia się nam, że jest odwrotnie, że to słabość. To sformułowanie “Jesteś emocjonalna” jest zresztą nadużywane, aby skarcić dziewczyny, a czasem też chłopców, umniejszyć im, nawet jeśli wcale nie okazywali emocji. Uczy się nas chować emocje. Bo ktoś zaprzeczający swoim emocjom, uczuciom jest łatwiejszy do spacyfikowania, łatwiej mu narzucić własną wolę, a tym samym odebrać wolność. Już się nauczyłam, że jak ktoś wobec mnie używa tego zdania, to chce mi coś narzucić, odebrać wolność chociażby do wyrażania własnego zdania. Możecie sobie tylko wyobrazić jaka wtedy jestem wkurwiona. I to jest moja siła, a nie słabość. Siła do obrony własnego zdania, siła do obrony prawa do wyrażania siebie. A jak mi jedna koleżanka wytłumaczyła, specjalne ekipy, które pacyfikują tłumy, np. przy protestach szkoli się, że najtrudniejsze do spacyfikowania są kobiety w złości i w silnych emocjach, bo traktują sprawy osobiście, więc WYPIERDALAĆ (musiałam:)).

Ale tak zmierzając do podsumowania.

Wolność.

Marzy mi się taka wolność, w której słowa innych ludzi mnie nie dotykają. Taka, w której mam wielką siłę i odwagę do bycia zawsze sobą. Pomimo głosów innych, pomimo demonów w środku. Bo kiedyś ich nie było, wierzę, że musiałam być gdzieś kiedyś przecież kochana i akceptowana taka jaka jestem, bez żadnego “ale”, bez sugestii do poprawy, bez odbierania mi wolności i zmuszania mnie do bycia kimś innym niż jestem, albo do odbierania mi prawa do bycia sobą. 

Wolność to dla mnie bezgraniczna miłość do samej siebie i odporność na ataki z zewnątrz. Uczę się obu tych rzeczy. Jeszcze nie jestem w pełni wolna, ale o takiej wolności marzę najbardziej.

Chcę być wolna.

4 Comments

  1. Wnętrzności

    Ja przez większość swego życia starałam się nie być TAK emocjonalna, nie pokazywać „negatywnych” emocji, być grzeczna i ułożona, a już na pewno nie płakać, bo moje emocje są niewygodne dla innych… Az w końcu w wieku 32lat wszystko zaczęło się ze mnie wylewać, w ciągu 5 minut przechodziłam ze śmiechu do płaczu, by za chwile śmiać się z tego, ze nie wiem co mi jest… Dopiero psycholog wytłumaczył mi, ze MAM PRAWO odczuwać wszystkie emocje, mówić o nich i że nie muszę się ich wstydzić… To było na prawdę uwalniające, móc w końcu czuć wszystko.

    Dłuuugo zastanawiałam się jak ugryźć temat wolności i to jak Ty to zrobiłaś, jak bardzo mi jest bliski Twój tekst, to jest po prostu epickie!

  2. Anna Zet

    Bardzo dobry tekst!
    Bardzo ze mną współgra. Tak wiele z nas słyszało podobne bzdury w dzieciństwie, okresie dojrzewania i o zgrozo, w dorosłym życiu także. Ktoś ciągle rości sobie prawo do odbierania nam powietrza, strofuje, upomina i tłumaczy świat. Ja jestem osobą wysoko wrażliwą i pamiętam jak było mi niesamowicie ciężko dorastać i dojrzewać seksualnie w takim napastliwym i wkładającym w ramki otoczeniu. Wyczuwam w Tobie również osobowość wysoko wrażliwą. Widzę to czytając Twoje teksty i słuchając uważnie, co chcesz powiedzieć. Sprawdzałaś to kiedyś?
    Czytało mi się z przyjemnością ♡

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *