Nie urodzę takiej Polsce żadnego dziecka.

Nigdy nie sądziłam, że dożyję czasów, w których za dbanie o własne zdrowie i życie będę mogła trafić do więzienia. A jednak mój kraj udowodnił mi, że to jest całkiem możliwe.

Zawsze powtarzałam, że nie chcę mieć dzieci. Po prostu czuję, że się nie nadaję do bycia matką. Bo bycie matką to nie jest tylko wydanie na świat kolejnego człowieka, to przede wszystkim jego wychowanie na przyzwoitą osobę. Nie każda kobieta czuje się na siłach podjąć takie wyzwanie i to jest jak najbardziej w porządku. Tzn. zawsze mi się tak wydawało. Do zeszłego tygodnia.

Czwartkowe wydarzenia uświadomiły mi, że żyję w kraju, w którym kobieta traktowana jest przedmiotowo, jako osoba niezdolna do podejmowania własnych decyzji. Jej rola sprowadza się do bycia inkubatorem. Nie ważne czy urodzi zdrowie czy chore dziecko – ma urodzić.

Rodzice przez całe życie wmawiali mi, że należy szanować wybory drugiego człowieka, mogę się z tym wyborem nie zgadzać ale mam je szanować. I fajnie. Tylko szkoda, że niektórym ludziom rodzice czegoś takiego nie powiedzieli. W momencie, kiedy jedna grupa narzuca swoje zdanie / poglądy innym, to jest to już przemoc. A to się teraz dzieje. W najmniej spodziewanym momencie. Kiedy wszyscy skupieni są na dbaniu o ludzi starszych, o to żeby wirus się nie rozprzestrzeniał, mój chory kraj postanowił jeszcze wszystkim dojebać i skazać ich na cierpienia. Serio, skoro tak bardzo powołują się na ochronę życia, to niech pomyślą też o tym „życiu”, które się narodzi i będzie konało w męczarniach, które nigdy nie będzie w stanie chodzić. O osobie, która będzie musiała codziennie patrzeć na te męczarnie i nie mogła nic zrobić żeby je jakoś złagodzić. O osobie, która będzie musiała żyć ze świadomością, że jej dziecku zostało kilka lat życia, bo jest tak poważnie chore. O osobie, której najzwyczajniej w świecie nie będzie stać na leki, lekarzy, rehabilitację, psychologa dla siebie. Bo, o jejku ale zaskoczenie, aby opiekować się takim dzieckiem prawdopodobnie będzie musiała zrezygnować z pracy. Jestem ciekawa ilu polityków, którzy teraz klepią się po plecach, otwierają szampana i gratulują sobie swojego skurwysyństwa będzie w stanie realnie, podkreślam REALNIE, pomóc takim rodzinom. Podejrzewam, że żaden. Bo oni chcieli tylko postawić na swoim, nie biorąc pod uwagę innych. I tego, że nie każdy jada na obiad ośmiorniczki.

Mimo wszystko mam nadzieję, że dożyję momentu, kiedy zobaczę ich wszystkich na ławie oskarżonych. I, że zapłacą za to wszystko na co skazali ten kraj w ramach swoich „rządów”. A ja wtedy pójdę ze znajomymi to uczcić, będę klepać się po plecach, otwierać szampana i gratulować sobie, że się nie poddaliśmy. Na pewno tak będzie, wcześniej czy później.

2 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *