Wolność

Jaki jest koń, każdy widzi, ale czy każdy wie?
Miłość, oddanie, obojętność czy strach?
Zastanawia tylko wędzidło wbite zbyt mocno obcością znajomą w wargi delikatne, wrażliwe na dotyk wilgotnych traw. Chrapy zassane  niepokojem o oddech swobodny, wyczulone na zapachy łąk niesione wiatrem w nozdrza rozwarte szeroko, pulsujące rytmem zmian dnia i pór roku.
Niepokoi skóra obcego zwierzęcia, w której zapisał się strach. Oplata ciasno głowę wymuszając akceptację. Rozłożenie sił.
Ktoś musi ulec.
Martwi oko przekrwione. Zapatrzone spod zmarszczonej brwi w jakieś przepaści nieobecne, smutek bezbrzeżny, tęsknotę nawet, za czymś, czego się nigdy tak naprawdę nie miało. Może patrzy poza stajnię, gdzie boks na długość ciała, trzeba stać. Czekać. Trwać w towarzystwie być może nijakim, być może wrogim zapachem sąsiada, z którym nigdy nie poszłoby się na siano, taki z niego niekompan i niedruh. Czekać na znajome kroki. Nieprzyjazne czy przyjazne, tego nie można odgadnąć. Dyktuje ich intencje pora dnia, odmierzana od wschodu słońca sekwencjami przyjemnych i nieprzyjemnych chwil. Trzeba przenieść, przeczekać, przejeździć okręgi cudzego zadowolenia i cudzych radości. Znieść wszystkie ciężary, uciski, kopnięcia, bo ‚łydka’
‚domknij’ i ‚kłus’. Zna się to dobrze od drugiej strony, o której pierwsza nie myśli. Słyszy się przecież, rozumie wszystko, tylko jakoś nikomu nie przyjdzie do głowy, że to cudzy plan. Weszło się w czyjeś życie z buciorami i teraz uderza nimi o żywe ciało, którego wybór nie padłby na tu i teraz. Chwyciło się czyjąś wolę życia i przekuło pod dyktando oplatających ciało pętli. Ciężarów siodeł pod które nie wyrosły mięśnie, ogłowia pod którego wolą i niewolą nie powinien naginać się kark, batów zbieranych szturchnięciami, bo świst omija ciało ale nieomijająco smaga psychikę. A co z wędzidłem przeżuwanym z akceptacją presji, wypychanym językiem spod podniebienia, bo nie chce się bólu, bo kto by chciał? Na to też przyszło rozwiązanie, bo nieelegancko tak z otwartym pyskiem. Nie wypada. Trzeba się pogodzić. Przeczekać, przeżuć i przestać. Odgrodzić murem od niechcianych kompanów, z którymi trzeba trwać pospołu i wychodzić na pastwisko, bo z kim innym? Kogoś się tam nawet lubi, komuś dokucza, kogoś rozumie, kogoś pogoni ale nikomu nie ufa do końca. Za kimś podąża nie mając wyboru, bo ciasno, duszno i nie przeskoczysz choćbyś chciał. Tworzy się życie na miarę możliwości, zgody na niechciane, przyzwolenia, znoszenia, noszenia i hałasu kolonii w stajni. Harmidru, bieganiny, ostrych dźwięków, gestów zerwanych nagle, które się dostrzega kątem oka i ponosi w przestrachu, a niema dokąd biec… I tak się zostaje z tym impulsem oddalenia, zrywu, siły napędowej życia i chronienia życia, w boksie przed jazdą.
Tylko czasami późno w nocy, kiedy w stajni cisza, słyszy się wiatr i drzewa szumiące w oddali  nieprzestępowanych równin, nieprzebytych zboczy łagodnych. Pod nimi kładą się łąki mięsiste, po których nie przegalopowało się jeszcze z wolnego wyboru. Z innymi.

1 Comment

  1. Ewel

    Cóż za piękne przemyślenia! Podoba mi się ta perspektywa z której jest napisany, to coś nowego. Czujesz jak cholera zwierzęta! Tak jakbyś siedziała im w głowie!!!! Sam temat stary jak świat, jak czuje się koń, czy zmuszany do jazdy pod siodłem z człowiekiem na grzbiecie czuje szczęście, ból, uległość? Jedno jest pewne, to nie wolność! Poruszasz temat, który jest zwykle niewygodny, temat udomowienia i traktowania koni jako rozrywki, kiedyś konie były „środkiem transportu”, z ich pomocą praca szła szybciej, przekazywano informacje, podróżowano. Dziś właściwie ta funkcja wymarła, ale została zastąpiona nową rozrywkową. Czy nie jest tak, że dla własnej rozrywki uczymy się siodłać konia, nakładać mu wędzidło, żeby w końcu stanowczym ruchem wsiąść i galopować. Jest też funkcja terapeutyczna, rehabilitacyjna. A co by było gdyby puścić je luzem wszystkie na łąki, dać im życie dzikiego Mustanga?! Cudowna perspektywa, ale czy wtedy koń będzie szczęśliwy? Do czego wtedy będzie tęsknił….? Świat jak widać jest trudny nie tylko dla człowieka, wraz z szeroko pojętym rozwojem warunki życia się zmieniają i my niczym te konie żyjemy w boksach, bez możliwości wyboru, myślałaś o tym?
    PS. Jak zwykle mnie zaskoczyłaś, czuję szum w głowie po tym tekście, bo napisałaś o tym o czym od dawna myślę!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *