Kobieta jest bezdyskusyjna

Kiedyś ludzi leworęcznych palono na stosie. Poszczęściło mi się. Choć pamiętam, że jeszcze w przedszkolu zmuszano część leworęcznych dzieci do używania ręki prawej. Mnie to ominęło, bo z jakiegoś powodu ktoś uznał, że jestem przypadkiem beznadziejnym. Znowu szczęście.

Dziś nie muszę nikogo przekonywać, że moja dominująca ręka nie definiuje mojej wartości. 

Ale wciąż muszę udowadniać, że nie definiuje jej moja płeć.

Jestem feministką. Moja mama jest feministką. Mój ojciec jest feministą. Mimo to zaczęła drażnić mnie wszechobecna dyskusja na temat praw kobiet.
Postaram się jak najdelikatniej dobierać słowa, aby zobrazować, co mam na myśli, bo bardzo nie chciałabym zostać w tym temacie źle zrozumiana.

Otóż wkurwia mnie, że od tylu miesięcy dyskutujemy o sprawach, które nie podlegają dyskusji.

14 lipca 2020 r. dochodzi do ataku na tle rasowym w Wieliczce. Mężczyzna, który staje w obronie obywatela o ciemnej skórze, zostaje pobity. Czy w mediach rozpoczyna się parada argumentacji za tym, że osoby o innym kolorze skóry niż biały, również mają serce, mózg, uczucia i że z tego tytułu należy im się taki sam szacunek, jak rodowitym Polakom?

Nie. Bo to nie podlega dyskusji. To już wiemy. I mimo że wciąż żyjemy w kraju mało tolerancyjnym, to bycie rasistą jest passé. 

Ale na akceptację wartości kobiety nie jesteśmy gotowi. Coraz częściej kłują mnie argumenty, które przecież popierają moje zdanie. “Kobiety już nie siedzą w domach, pracują. Kobiety dobrze radzą sobie na wysokich stanowiskach, które wymagają wielozadaniowości. Kobiety są dziś wykształcone”. Bo to nie powinny być argumenty stojące za wartością. Bo nie powinno być tak, że musimy udowadniać, że zasługujemy na szacunek i równość.

A i tak na koniec znajdzie się ktoś, kto powie, że feminizm kończy się tam, gdzie trzeba wnieść lodówkę na 4 piętro. I chuj z tłumaczeniem, że równouprawnienie nie oznacza, że musimy być tacy sami, postuluje natomiast, że mimo różnic, powinniśmy mieć równe prawa. Bo już nikt cię nie słucha, i śmiechom nie ma końca. 
Swoją drogą nigdy nie widziałam, żeby mężczyzna wnosił sam lodówkę choćby na 1 piętro, gdzie ci bohaterowie?

Dlaczego chcę mieć prawo do aborcji? 
“Bo jestem wykształcona, potrafię samodzielnie myśleć, moje zdrowie jest ważne, nie chcę polegać na mężczyźnie i rujnować kariery zawodowej”. 
Czy
“Bo chcę sama o tym decydować”. 

Widzicie różnice? Zamiast budować dyskurs, w którym naturalne jest to, że kobieta ma prawo do podejmowania samodzielnych decyzji, odpieramy ataki. A przecież moja wartość nie podlega dyskusji.

Może ta medialna przepychanka jest potrzebna, może małymi krokami w końcu kogoś przekonamy?

Uważam, że nie. Nie przekonamy nikogo. 

Zastanawiałam się, co można z tym zrobić, w imię idei: “Bring solutions, not problems”. Myślę, że powinniśmy budować narrację, w której wartość i prawa kobiet są niepodważalne.

Możemy używać feminatywów. Jestem specjalistką, nie specjalistą. Tak samo jak byłam dziewczynką, a nie chłopcem, uczennicą, a nie uczniem i studentką, a nie studentem (w tym momencie google docs podkreślił mi słowo “studentką”, o, ironio). 

Możemy mówić małym dziewczynkom, że nie tylko są piękne i urocze, ale też mądre, że zrobiły coś świetnie, że powinny się rozwijać w tym, co sprawia im przyjemność. I nigdy, ale to nigdy, nie mówić, że czegoś im nie wypada ze względu na płeć.

Możemy się wspierać. Ucieszyć się z awansu znajomej, pochwalić koleżankę za fajną pasję, podnieść na duchu przyjaciółkę, która nie czuje się dość dobra. #Girlspower to największa siła, z jaką miałam w życiu do czynienia i wiem, że potrafi przenosić góry.

Mam nadzieję, że udało mi się przekazać to, co miałam na myśli. Chciałabym, żebyśmy przestały mówić o sobie “jestem wartościowa/mam prawo decydować/zasługuję na tę posadę, BO…”, a zaczęły mówić “Jestem wartościowa. Mam prawo decydować. Zasługuję na to. A jeśli masz inne zdanie, wypierdalaj”.

Go Girls. 

5 Comments

  1. Oluczka

    Karolina, tak szczerze z ręką na sercu chce Ci powiedzieć, że ja nigdy nie byłam feministką. Myślałam że nigdy nią nie byłam, nigdy nią nie będę. Po prostu nie rozumiałam tego. Ciągle się uczę, ciągle dowiaduje nowych rzeczy właśnie przez takie teksty jak Twój. Ja potrzebuję tego strasznie, tekstu, który uświadamia i pokazuje i OTWIERA OCZY. Już jakiś czas trwa jak zaczynam się w tym odnajdować. Jak zaczynam ROZUMIEC na czym to polega i naprawdę Ci dziękuję 💚

  2. Joanna Urbanek

    Twój tekst jest bezdyskusyjnie ważny, potrzebny i fantastyczny. Dziękuję Ci za ten girlpower, szczególnie w czasach, gdy my, kobiety, musimy tłumaczyć czasem tak oczywiste rzeczy, że feministyczne serduszko trochę podupada na duchu.
    Uwielbiam fragment o tym, że nie musimy niczego argumentować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *