
Martyna czekała na Monikę w krakowskiej kawiarni. Były umówione na szesnastą, zostało jeszcze parę minut. Nigdy wcześniej się nie spotkały. Martyna wiedziała tylko, że Monika ma rude farbowane włosy, jest szczupła i lekko zgarbiona, i że będzie w zielonym kapeluszu.
Martyna przyzwyczaiła się do spotykania osób, których wcześniej nie znała. Od kiedy założyła swoje stowarzyszenie 6 lat temu, poznała ich wielu.
Martyna przeszła na emeryturę właśnie te sześć lat temu, wtedy założyła swoje stowarzyszenie. Chciała być cały czas aktywna, było to dla niej ważne, potrzebowała tego, aby dobrze się czuć. Jej ukochany mąż był już na emeryturze, ale miał dosyć intensywne życie. Był muzykiem, śpiewał, należał do wielu stowarzyszeń, często wyjeżdżał i dawał koncerty. Ona też miała swoją niszę, skupiła się na pomaganiu ludziom i bardzo to lubiła. To we Francji nauczyła się, że starość nie musi być smutna, szara, pozbawiona sensu. Nie musi prowadzić tylko do śmierci, a wręcz przeciwnie, może być aktywna, kolorowa i wesoła. Zawsze lubiła zwiedzać i podróżować. Te sześć lat temu postanowiła połączyć swoje dwie pasje; stworzyła projekt „Wiek bez granic”, który przerodził się potem w stowarzyszenie.
Martyna powróciła myślami do kawiarni, w której się znajdowała , i zobaczyła niewielką osobę nieśmiało zaglądającą przez szybę.. Martyna szybko wstała i wyszła na jej na spotkanie.
-Pani Monika – prawie krzyknęła uradowana.
-Tak – odpowiedziała tamta bardzo nieśmiało.-Och jak się cieszę! Jak dobrze panią widzieć! Proszę, proszę do środka. Usiądziemy, porozmawiamy, napijemy się czegoś.
-Ja piję tylko herbatę z pomarańczą – powiedziała stanowczo Monika.
-Dobrze, myślę, że na pewno coś znajdziemy – odpowiedziała ciepło Martyna. Monika bardzo niepewnym krokiem podążyła za Martyną. Obydwie usiadły przy stoliku, przy którym tamta siedziała wcześniej.
Martyna zamówiła kawę latte z podwójną ilością mleka, dla Moniki znalazły herbatę o smaku czekoladowo-pomarańczowym. Tamta nie byłam tym zachwycona, ale po wielu namowach w końcu się zgodziła. Do kawy Martyna zamówiła swój ulubiony deser: sernik na ciepło polany mleczną, gorącą czekoladą. Monika dała się namówić na pączka z konfiturą z róży.
Martyna po krótkim wstępie zaczęła opowiadać. Mówiła o swoim projekcie, o tym, że jest to wymiana pomiędzy osobami starszymi i często placówkami opiekuńczymi z różnych krajów Europy. Póki co, ograniczało się to tylko do Europy, do takich państw jak Belgia, Niemcy, Francja, Szwecja, i ostatnio też Polska. Miała pomysł, żeby rozszerzyć to na inne kontynenty. Uruchomiła już pierwsze kontakty z Kanadą i Peru. Działalność stowarzyszenia polegała na tym, żeby zorganizować wymianę na zasadzie Erasmusa, tylko dla osób starszych. Żeby móc wziąć udział w tym programie trzeba było mieć oczywiście zgodę lekarską i być w miarę samodzielnym w życiu. Martyna miała wielu wolontariuszy do pomocy. Wymiana odbywała się między placówkami takimi jak Domy Starców, ale także między prywatnymi osobami. W Domach Starców uczestnicy wymieniali się miejscami, a w przypadku osób prywatnych trzeba było znaleźć rodzinę, , która oferowała mogła zaproponować mieszkanie. Wymiana taka trwała trzy tygodnie, w razie potrzeby mogła się przedłużyć nawet do sześciu. Podczas całego pobytu uczestnicy mogli brać udział w zajęciach i aktywnościach organizowanych przez Domy Starców lub przez inne organizacje, stowarzyszenia oferujące takie zajęcia jak chór, warsztaty malowania akwarelami, taniec, warsztaty szycia czy muzykoterapii. To tylko niektóre z proponowanych przez nas – opowiadała Martyna, widząc jak Monika się ożywiła, gdy usłyszała słowo „chór”.
– Pani Moniko, nie będzie pani mieszkała w Domu Starców tylko u rodziny: na pierwszy tydzień zapraszam panią do mnie, później będzie pani mieszkała u Melanie, której dom mieści się niedaleko mojego.
-Muszę pani przerwać – powiedziała stanowczo Monika – bo ja chciałam powiedzieć, że jestem za stara na takie wygibasy, nie nadaję się i nigdzie nie jadę. Martyna popatrzyła na nią zdumiona. Usta jej się rozchyliły a w oczach pojawiły się na przemian zaskoczenie, zdziwienie, i na koniec nuta przerażenia.
-No, ale jak to? – odezwała się po chwili milczenia – przecież pani się zgodziła, mam pani zgodę na piśmie.
-No tak, ale się rozmyśliłam! To nie dla mnie takie szaleństwa, zresztą w tym czasie ma do mnie przyjechać syn z Wielkiej Brytanii. – Martyna wiedziała, że to nieprawda. O pani Monice dowiedziała się od swojej wieloletniej przyjaciółki, którą poznała gdy jeszcze mieszkała w Polsce. Beata była sąsiadką pani Moniki. Znały się dość dobrze i to właśnie Beata poprosiła Martynę o pomoc. Martwiła się o Monikę: starszą panią koło osiemdziesiątki, bardzo sprawną, w dobrej formie, przynajmniej fizycznej, ale ta psychiczna pozostawiała wiele do życzenia. Pani Monika nie robiła praktycznie nic w swoim życiu poza narzekaniem na to, że jest ciągle sama i że jej syn jest daleko. Oczywiście była to już starsza pani i nikt nie wymagał od niej jakieś nadmiernej aktywności, ale siedzenie w czterech ścianach i izolowanie się z każdym dniem coraz bardziej martwiło Beatę. Znała działalność i zaangażowanie Martyny i pomyślała sobie, że może coś w tej sprawie zadziałać. Kiedy jej przyjaciółka zaczęła organizować Monice pobyt musiała zadzwonić do jej syna, żeby go o wszystkim poinformować. Ten ostatni bardzo się ucieszył, gdyż planował dłuższe wakacje na Martynice i dzięki takiej propozycji nie miał już wyrzutów sumienia. Według planu pani Monika miała zostać we Francji sześć tygodni.
-Ale to niemożliwe! – stwierdziła stanowczo Martyna – Wszystko jest już załatwione, bilety wykupione, miejsca zarezerwowane. Nie można teraz tego odwołać.
-A to żaden problem – odpowiedziała Monika – zwrócę pani za wszystko pieniądze i nie poniesie pani żadnych kosztów. Życzę pani miłego popołudnia i przepraszam za kłopot. – Monika chciała wstać, ale Martyna zatrzymała ją ręką.
-Myślę, że jak pani nie pojedzie, pani syn będzie bardzo rozczarowany.
-Mój syn? A co on ma z tym wspólnego? – zapytała zdziwiona Monika. Martyna zdecydowała się użyć pewnego podstępu i powiedzieć rzeczy, które nie do końca były zgodne z prawdą.
-Pani syn do nas zadzwonił i poprosił o zorganizowanie tego pobytu. Bardzo mu zależało, aby pani wzięła udział w tym wyjeździe. Opłacił z góry wszystkie koszty. – Na twarzy Moniki widać było zaskoczenie i zmieszanie.
-No to w takim razie – zaczęła Monika cicho, praktycznie szeptem, tak że Martyna ledwie ją słyszała – to ja się jeszcze zastanowię. Proszę mi dać czas do jutra.
-Dobrze – odpowiedziała Martyna trochę zrezygnowana, a i trochę poirytowana – czekam na pani telefon jutro do godziny dziesiątej. Monika skinęła głową, wstała od stolika, chciała zapłacić, ale Martyna ją powstrzymała.
Tydzień później obydwie siedziały w samolocie do Nicei stamtąd miały jechać samochodem do Nimes, gdzie mieszkała Martyna. Monika była mocno zagubiona i przejęta podróżą. Nie bardzo wiedziała jak ma się do niej przygotować. Z tego co Martyna wiedziała, Monika nie podróżowała zbyt wiele w życiu, była raczej przywiązana do swojego miasta i mieszkania. Martyna dużo jej pomogła w przygotowaniu się do podróży i w samym pakowaniu. Starsza paniw głębi serca nie była przekonana do tej wyprawy. Robiła to tylko, żeby nie zawieść swojego syna i po to, aby sprawić mu przyjemność. Ona sama była osobą bardzo bierną, nie miała na wiele rzeczy ochoty. Martyna martwiła się o to jak potoczy się jej pobyt. Gdy dotarły na miejsce obie były bardzo zmęczone. Właściwie od razu poszły spać, bez kolacji. Rano Monika nie miała ochoty wstawać z łóżka. Martyna długo musiała ją namawiać. W końcu zjadły razem śniadanie, po czym Martyna pokazała swoje mieszkanie. Starsza pani poczuła się trochę lepiej i przede wszystkim pewniej. Trochę później przyszła Anna, która miała towarzyszyć Monice jako tłumaczka przez cały jej pobyt.
Wszystkie trzy usiadł na tarasie przy herbacie, śmiały się i dyskutowały. Kolejnym punktem dnia miały być warsztaty ze śpiewu, zajęcia z chórem. Martyna wiedziała, że to się Monice spodoba, więc uważała że to dobry pomysł, żeby od tego zacząć. Udało jej się znaleźć grupę wokalną złożoną z Polek, Francuzek, Portugalek i Hiszpanek, które śpiewały piosenki w swoich językach. Dzisiaj miało być spotkanie po polsku, specjalnie dla Moniki. Ta na początku była bardzo skrępowana i nieufna, szczególnie jak zobaczyła towarzystwo międzynarodowe. Potem powoli zaczęła się otwierać i nawet śpiewać, a śpiewała bardzo ładnie.
Któregoś dnia kiedy Martyna wróciła z zakupów, zastała Monikę smutną, siedzącą w fotelu. Zaproponowała Monice jej ulubioną herbatę pomarańczową. Piły w ciszy, która z każdą minutą stawała się coraz trudniejsza do zniesienia. Nagle Monika zapytała:
– Pani Martyno, czy ma pani dzieci?- Nie! – odpowiedziała szybko i stanowczo Martyna.
– I jak to pani robi? – ciągnęła dalej.
– Co takiego robię? – zapytała zaciekawiona Martyna.
– No to, że się pani zupełnie nie martwi, ciągle jest taka radosna i pełna życia, pomimo że przecież ma już pani swój wiek.
-Oj tak – zachichotała Martyna – mam już swój wiek, tego się nie da ukryć – mówiła ciągle się uśmiechając – ale tak naprawdę czym mam się martwić?
-No starością, – odpowiedziała cicho Monika i po chwili dodała – i tym , że nikt się panią nie zajmie, bo przecież nie ma pani dzieci. Ja na przykład umieram ze strachu., Jak pani wie, mam syna, ale on wolał wyjechać do Wielkiej Brytanii zamiast się mną zajmować! Mimo, że tak bardzo go prosiłam, żeby tego nie robił, ale jak zawsze mnie nie posłuchał. Mówił coś o drugiej szansie, o lepszej pracy, o lepszych warunkach, i takie tam. No, ale ja to jestem zupełnie sama i zupełnie nie wiem co ze mną będzie… Jestem zupełnie sama, opuszczona – zachlipała po cichu Monika. Martyna podała jej chusteczkę, a potem objęła ją ramieniem, najmocniej i najcieplej jak tylko potrafiła.
– Spokojnie – powiedziała – nie jest pani sama! Po pierwsze, ma pani teraz nasze stowarzyszenie, po drugie, po każdym pobycie nie zostawiamy naszych podopiecznych, zostajemy w kontakcie telefonicznym i udostępniamy listę ludzi, na których każdy może liczyć w swoich miejscach zamieszkania. Poza tym, z tego co wiem, ma pani dużo przyjaciółek, no i ma pani syna i jego rodzinę. Nawet jeśli jest daleko, to przecież dzwoni i czasami przyjeżdża.
– Tak, tak, ale nie tak często jak bym chciała.
Martyna kontynuowała, jakby tego nie słyszała – i z tego co wiem, to chyba nawet proponował pani wyjazd do Wielkiej Brytanii, ale odmówiła pani. Teraz może nabierze pani więcej odwagi? – dodała z uśmiechem Martyna.
-Widzę, że jest pani dobrze poinformowana – zaśmiała się Monika szczerym śmiechem. Martyna chyba po raz pierwszy usłyszała tak radosną reakcję swojej podopiecznej.
– Nie, no pani Martyno, jak pani to robi, że jest takim dobrym duchem – powiedziała ponownie Monika, niby do siebie, niby do Martyny. A ta ostatnia ciepło uśmiechnęła się pod nosem.
– Ale też ciągle nie odpowiedziała mi pani na moje pytanie – ciągnęła nie zrażając się Monika – naprawdę nie boi się pani samotności?
-Hm…- zamyśliła się Martyna. Pani Moniko, jak pani sama powiedziała wcześniej, mam już swoje lata, ale póki co mam się całkiem nieźle, przynajmniej na razie… A później? No cóż, życie się tak potoczyło, że nie mam dzieci… A kwestie samotnej starości zupełnie mnie nie przerażają.
Nigdy nie chciałam dzieci tylko po to, żeby one zajmowały się mną i domem na starość… Jeżeli już to wychowałabym moje dzieci dla świata, a nie dla siebie, ale to oczywiście moja prywatna opinia. A co dalej będzie ze mną? No cóż, obydwoje z mężem wybraliśmy sobie miejsce gdzie będziemy mogli iść, kiedy już sami nie będziemy dawali sobie rady. Jest tam urokliwy ogród z cudownymi drzewami i kwiatami. Teraz kwitną przepięknie magnolie Może chciałaby pani pojechać tam jutro?!
-Pewnie – westchnęła Monika.
-Jak pani to robi, że potrafi tak spokojnie o tym wszystkim mówić? Ja nie potrafię!
Martyna nic nie odpowiedziała, uśmiechnęła się tylko tajemniczo, po czym wstała od stołu i zaczęła sprzątać filiżanki od herbaty.
Do tego tekstu zainspirowały mnie wyjątkowe karty, zrobione przez Agnieszkę Hałas „Dokąd dalej?” Je to skarbnica pomysłów, która może Cię natchnąć do napisania tekstu, pomóc Ci w różnych zajęciach dydaktycznych, albo rozkręcić spotkanie z przyjaciółmi, a może przede wszystkim poznać samego siebie. Koniecznie zajrzyj na https://www.dokaddalej.pl. Naprawdę warto!:)

Urocza historia, podoba mi się postać Martyny! Mam nadzieję, że Monika z czasem nabierze ochoty na życie i przekona się, że zamiast martwić się samotną starością, sama może ją wypełnić szczęściem 🙂
Wzruszająca historia.Bardzo mi się podobała czekam na więcej.
Ale super historia! Bardzo mi się podoba ten kontrast między bohaterkami i to jak świetnie pokazałaś ich różne punkty widzenia i podejścia do życia. Trochę mi szkoda Moniki, ale mam nadzieje, że nabierze więcej odwagi do bycia szczęśliwą. 😀
Hej Marta! cieszę się, że mogłam przeczytać Twój tekst 😊 i to taki tekst! Tak bardzo ważny! Jest pewnie dużo ludzi zastanawiających się „co dalej” a bardzo błędne jest myślenie, że dzieci są po to by opiekować się rodzicami! Czy istnieją takie stowarzyszenie? Bo jeśli nie, to jest przegenialny pomysł!!!!
Fajnie, że poruszyłaś tak ważny temat i to w taki lekki sposób. Uspokoił mnie twój tekst 🙂 cieszę się, że słyszę coraz więcej głosów o tym, że dzieci wychowuje się dla świata. Super!