Nie karm cudzego cierpienia

Byłam dziś świadkiem licytacji. Poszło o życie, a raczej to, kto ma w nim gorzej. Kto cierpi na gorsze dolegliwości, czyje dziecko choruje więcej, jakie obowiązki przytłaczają człowieka bardziej. Kto taniej przehandlował swoje szczęście i gorzej na tym wyszedł.

Słuchałam i nawet kusiło mnie, żeby dołączyć. Powiedzieć, jak to strasznie ciężko jest żyć tak, jak żyję w swojej głowie, w swoich obowiązkach. Oczywiście, z pełnym bólu i odwagi uśmiechem, lekceważącym gestem dłoni – bo jestem taka dzielna. Bo może inni mają gorzej, ale przecież są i tacy, co mają lepiej!

A przecież człowiek, który utopił się w łyżce wody, jest tak samo martwy jak ten, który utonął w oceanie.

I spłynęło na mnie olśnienie. Tam, wśród obcych ludzi, którzy może nawet nie chcieli wystawiać się na sprzedaż, ale przyklejali sobie metki z cenami. Olśniło m nie, że cierpienie jest zawsze bardziej lub mniej. Że mamy w sobie, mimo pokładów świadomości, atawizm umniejszania.

Bo ile razy, na swoje skargi, słyszałeś lub słyszałaś „Widzę, że ci ciężko, przykro mi, że tak się czujesz”? Ile razy kryło się za tym jakieś „ale”? Albo nawet nie kryło – od razu rzucało rękawiczką w twarz?

Jesz obiad, którego nie lubisz? Ciesz się, że jesz – niektórzy głodują.

Nie stać cię na buty, które ci się podobają? Ciesz się, że możesz jakieś kupić – niektórzy chodzą boso! Wkurza cię rodzic? Ciesz się, że wkurza, bo to znaczy, że go masz – niektórzy są sierotami!

Brzmi sensownie? Idźmy dalej. Oceń, gdzie postawisz swoją granicę…

Szef cię prześladuje? Przesadzasz! To dobra praca, dobrze płacą, a niektórzy w ogóle nie mogą się nigdzie zaczepić. Ciesz się, że ją masz!

Partner cię kontroluje? Obraża? To dlatego, że cię kocha i mu się podobasz! Ciesz się, że go masz i jest taki troskliwy! Mógłby cię bić, jak tą spod siódemki! Albo i zabić…

Boli cię głowa? A Dominika to ma raka! Dziecko znów chore? A ta spod ósemki to urodziła niepełnosprawnego synka! Mąż złamał nogę? A sąsiad to miał udar!

Jest taka piosenka Kaczmarskiego „Między nami”. Mówi ona o czymś, co ja czuję i widzę wokół siebie. O przepaści między ludźmi, którą oni sami kopią. W końcu „znajdzie się słowo na każde słowo”.

Nie możesz cierpieć, bo twoje cierpienie jest niewygodne dla innych. Łatwiej jest powiedzieć, że masz cierpieć mniej albo nie masz prawa się skarżyć, bo inni mają gorzej. W ten sposób nikt nie dotyka twojego cierpienia. Każdy je neguje, a ty przeklejasz na nie coraz niższą cenę, żeby ktoś w końcu zechciał je zabrać. Choć skrawek, choć na pięć minut.

Aby cierpienie rosło, żywiciel musi być samotny. Wtedy ono rośnie jak zignorowany niewielki guzek. Z czasem wypełnia cię coraz bardziej, ciąży coraz mocniej. Wypycha serce i duszę. A gdy urośnie z ziarenka do takich rozmiarów, że zajmie wszystko, zaciśnie ci pętlę wokół szyi. Poda leki i naleje lampkę wina. Przytrzyma twoją dłoń, gdy ta z nożem sunie wzdłuż przedramienia. Nie będziesz się skarżyć. W końcu nikt nie chce tego słuchać.

Dlatego – posłuchaj. Przykro mi, że cierpisz. Masz do tego prawo. Twojego cierpienie nie da się porównać do czyjegoś, bo jest twoje. Nie definiuje jednak ciebie jako człowieka – ani twojego życia. Jestem tu. Jeśli mogę pomóc – powiedz, jak.

4 Comments

  1. Sylwia Dec

    ja nawet nie umiem powiedzieć, czym bardziej przykuwa mnie ten tekst – czy obrazowym językiem, czy samą refleksją, czy tym, że i mnie zmusza do zatrzymania na chwilę. Jest niezwykły, dzięki za niego <3

  2. Paulina wbiło mnie właśnie w fotel. Mega mocny tekst. Takie licytacje doprowadzają mnie do szału, każdy ma zawsze coś do dodania, zawsze jest jakieś ALE. I czasami mimo, że cierpimy to chowamy wszystko gdzieś na dnie, bo przecież inni mają gorzej. a Twoje gorzej wreszcie wylewa się z tego dna…Dziękuję za ten tekst – mógłby frunąć w świat i ‚leczyć’ ludzi.

  3. MysliProste

    Taaaak, tak bardzo się z tym zgadzam, Paulina, piszesz ważne słowa… Gdybyśmy tak tylko się słuchali po prostu. Czy na każde słowo MUSI być jakiś komentarz? Czy nie wystarczy po prostu czasem wysłuchać i dać przestrzeń na przeżywanie emocji? Nie można umniejszać czyjegoś smutku, bólu czy strachu. A ludzie potrafią zabić nawet i radość.

  4. Metafora przeklejania coraz niższej ceny tak do mnie trafia! Bo rzeczywiście tak jest, że najpierw cierpienie po prostu jest jakie jest, potem starasz się je troszkę stępić żeby tak nie kłuło innych w oczy, a na końcu to już wbijasz je tak głęboko w głąb siebie jak okruszki po chipsach powbijane w materac łóżka. Ale kiedyś nie wytrzymasz i wybuchniesz a wtedy wszyscy będą wielce zdziwieni co się z tobą stało. Bardzo się utożsamiam z Twoimi słowami i dzięki za nie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *