List do Potępionej

Co byś zrobiła, gdyby została ci tylko
pusta kołyska ramion?
Gdybyś usłyszała, że miało tak być…
Ja wyciągnęłabym z szafy plecak,
spakowała ostrza, liny i stal.
Wciągnęła buty, zabrała siodło
i uzbrojona w gniew jak w oręże,
ruszyła galopem w burzową dal.

Co byś zrobiła na moim miejscu,
gdy usłyszałam, że Bóg tak chciał…?
Ja podjechałabym cicho w deszczu,
czekała, aż chmur rozstąpi się męt.
Ruszyłabym  w niebo ogromną tęczą,
słuchając jak dudni miarowy stęp.
Wjechała do komnat, zeskoczyła z konia
wchodząc na piedestał, gdzie siedzi On,
i jednym ciosem ciężkiego buta
zwaliła pod Nim wieczysty tron.
Chwyciła za szaty, nie bacząc gdzie Stróż,
patrząc w oczy, wbiła po rękojeść
prosto w serce nóż.

Co byś zrobiła, gdyby ktoś ci powiedział,
że ono już nie cierpi…?
Ono. Byt zbyty nijaki.
Ja podjechałabym na krawędź szaleństwa,
zarzuciła od tyłu pętlę
i wpierając się w strzemię,
zepchnęła w otchłań,
gdzie nie umiera się od razu.
Stałabym tak długo z liną przy kulbace,
by rozbujały w przepaści wahadła ciężar
drżeć przestał, ustał i stężał.
I odjechałabym nie oglądając się za siebie.

Czy pomyślałabyś, że duszę stracę?
Kto mnie osądzi? Kto został w Niebie?
Piekło powiadasz… Już jestem w drodze!
Przeskoczę lekko granicę lustra,
kwiecisty katafalk, przeszkody ołtarzy.
Stratuję świecami płonące lichtarze
i wjadę z impetem w żałobny orszak,
rozniosę kopytami i zawrócę bieg zdarzeń.

I pognam galopem rozstępując ziemię.
U wrót rozpaczy bezkresnej stanę.
Rozgrzana do granic jak kula na niebie,
Wybuchnę jak Słońce i piekło podpalę.

4 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *