1004
Powoli przyzwyczajałem się do wiejskiego trybu życia. Co wieczór zastanawiałem się, czy w mieście zachody słońca wyglądają podobnie. Niby spędziłem tam całe życie, ale rzadko opuszczałem kanały, a niebo zawsze skutecznie zasłaniały betonowe ściany wieżowców. Widok szerokiego horyzontu wciąż jeszcze budził we mnie grozę. Często widziałem drapieżne ptactwo, które krążyło pod chmurami. Na każdy głośniejszy…
