Lisie stosy

Budzi mnie ciężki zapach kadzidła. Otwieram oczy i rozglądam się po zadymionym pomieszczeniu bez okien. Tańczące płomienie świec oświetlają stosy wypchanych zwierząt – głównie ptaków, lisów i saren. Dostrzegam też kilka borsuków i olbrzymiego jelenia w dość groteskowej pozycji. Wiszące pod sufitem plastikowe gwiazdki na baterie zaplątały mu się w poroże. Na ciężkim stole stoi parujący kociołek. Nad kociołkiem pochyla się dziewczyna w prostej, jasnej sukience. Mruczy coś do siebie.

“Halo, przepraszam?” – pytam niepewnie.
“Kurwa mać, obudził się za szybko” – szepcze dość głośno, głos ma wysoki i skrzeczący. Nawet się do mnie nie odwraca. 
“Halo?” – powtarzam. 
“To tylko sen” – mówi, tym razem z całą pewnością do mnie. Głośniej, zmęczonym tonem. Podchodzi i podsuwa mi pod nos parujący kubek. “Sztachnij się, poczujesz miłe mrowienie i obudzisz się w swoim łóżku.” 

Zapach leśnych grzybów i mięty powoli zaczyna wypełniać moje nozdrza. Prawie odpływam, kiedy nagle mój wzrok pada na wiszący na ścianie długi nóż. Wytrącam jej z ręki kubek , który z trzaskiem rozbija się na klepisku. Lepka ciecz bulgocze i paruje na niebiesko.

„Powaliło cię, człowieku?” – kilka kropel naparu spadło na jej sukienkę i wypaliło w niej idealnie okrągłe dziury.
“Nie wypchasz mnie, wiedźmo!” – krzyczę głosem o wiele wyższym, niż bym sobie życzył. Adrenalina sprawia, że podnoszę się na równe nogi. Co ja tutaj w ogóle robię? W jakimś cholernym lochu, z masą wypchanych zwierząt. Bezskutecznie próbuję zlokalizować drzwi. Brakuje mi powietrza. Chwila ciszy, po której dziewczyna zaczyna głośno chichotać.

“Nie chcę cię wypchać. A to…” – wskazuje palcem na stos martwych lisów – “Przeważnie zbieram z pobocza… Jeśli jest co zbierać. Wycinam co trzeba, resztę wypycham. Wiesz, staram się być less waste.” – tłumaczy zawijając długi kosmyk włosów na palec wskazujący.

“Należą mi się wyjaśnienia” – przerywam, starając się trzymać babsko na dystans – “Kim jesteś i czego ode mnie chcesz?” – głos mi drży, a dziewczyna wzdycha teatralnie. 
“Potrzebuję Twoich włosów. Do eliksiru na zlecenie jednej facetki z miasta.”
“Facetki. Z miasta.” – powtarzam za nią dysząc ciężko – “Jakiej kurwa facetki?”
“Zastrzeżona informacja. Kodeks zawodowy zabrania udzielania osobom postronnym takich informacji” – mówi z poważną miną, po chwili jednak dodaje – “W skrócie to babka chce rozkochać w sobie jednego gościa, więc pognała do mnie po eliksir. Potrzebuję włosów wysokiego bruneta, a ty, tak się składa, jesteś wysokim brunetem.”
“Facetka z miasta chce rozkochać w sobie… mnie?” – coraz więcej pytań, coraz mniej odpowiedzi.
“Nie bądź głupi” – krzywi się wiedźma – “Wystarczą mi pewne DROBNE podobieństwa do jej obiektu westchnień.” 
“To jest co, co robią wiedźmy? Porywają ludzi dla włosów?” 
“Między innymi.” – odpowiada zdawkowo, i wraca do kociołka.
“Ale jak? Kiedy? Ostatnie co pamiętam, to…” – usiłuję sobie przypomnieć, co robiłem wcześniej. Oglądałem film, zjadłem kolację. Wziąłem prysznic, ubrałem piżamę i położyłem się spać. Nic szczególnego. Może zjadłem coś nie do końca świeżego…

“Słuchaj” – wyrywa mnie z przemyśleń – “Serio nie mam na to czasu. To nic osobistego. Wiedźmy nie mają teraz lekko. Każdy orze jak może. Obetnę kosmyk włosów, a ty obudzisz się we własnym łóżku, w tej niesamowitej pościeli w rakiety. Swoją drogą, ciekawy wybór jak na dorosłego faceta.”
“To jest Falcon 9!” – bronię się. To był zdecydowanie cios poniżej pasa. Dziewczyna wzrusza tylko ramionami. “Nie możesz po prostu wyczarować sobie kasy?”
“Teoretycznie mogę” 
“Ale?” 
“Znacznie łatwiej jest obezwładnić faceta prostym zaklęciem, niż uciec” – tutaj chrząka i znacznie ścisza głos – “…z aresztu.” Wybucham śmiechem. Nie wiem, czy bardziej mnie to bawi, czy stresuje.

“Zamknęli cię? Za co?” 
“Publiczne obnażanie się” – mówi prawie bezgłośnie, powieki ma zaciska z całych sił – “Rytuał Przywołania Mamony. Skąd mogłam wiedzieć, że zorganizowali obok jakiś festyn?” – dodaje szybko.

“No dobra. A możemy załatwić to polubownie? Bez narkozy?” – pytam. Cokolwiek planuje – wolę być przy tym przytomny. Czarownica patrzy na mnie podejrzliwie.  
“Niech Ci będzie…Nożyczki, nożyczki… Gdzie ja je położyłam” – sięga po torebkę i wyrzuca całą jej zawartość na dębowy blat.

Na stole rozsypuje się przedziwna mieszanka przedmiotów. Telefon komórkowy. Kawałek czerwonej wstążki. Paczka prażonych orzeszków ziemnych. Szminka w brokatowej tubce. Bańki mydlane. Brzozowa gałąź. Niewielki sztylet i kilka czarnych piór związanych złotą nitką. Fragmenty szkieletu jakiegoś gryzonia. Naklejka ze Spider Manem. Moje dłonie automatycznie wędrują w kierunku naklejki.

“Nie rusz. To przeklęte.” – paca mnie dłonią jak kot. Jej paznokcie są długie i jasne. “Dotkniesz i uschnie ci ręka.”

Ostatecznie wiedźma znajduje parę złotych nożyczek w kieszeni sukienki. Podaje mi je, obdarzając mnie nieufnym spojrzeniem. Obcinam kosmyk znad ucha i podaję jej bez słowa. Dziewczyna oblewa się rumieńcem.

“Nie chodzi o włosy z głowy”
“Co?” – pytam, a kobieta w odpowiedzi rzuca znaczące spojrzenie w kierunku mojego krocza. 

“Możesz iść za jelenia, odwrócić się tyłem, cokolwiek” – stara się brzmieć tak, jakby był to dla niej chleb powszedni. I pewnie jest, po prostu nie przywykła do tego, że pacjent jest przytomny. Idę za jelenia i odwracam się tyłem. Kiedy ściągam spodnie, słyszę cichy gwizd, ale ignoruję go i obcinam kępkę włosów. 

Czarownica wrzuca włosy do kociołka, którego zawartość w mgnieniu oka robi się brunatnozielona i gęsta. Wygląda obrzydliwie, a śmierdzi jeszcze gorzej.

“I co? Dziewczyna to wypije i facet się w niej zakocha?” – pytam, nie ukrywając sceptycznego nastawienia.
“Oszalałeś? Facet to wypije i będzie rzygał trzy dni z rzędu. Ostatecznie trafi do szpitala, w ręce mojej klientki. Jest pielęgniarką.”

Wiedźma bierze drewnianą łyżkę i miesza dokładnie breję. Zawartość kociołka nie wygląda ani trochę lepiej, kiedy przelewa jego zawartość do wąskiej fiolki. W każdym razie jest z siebie całkiem dumna. Kładzie ręce na biodrach
“No i zajebiście” – mówi. “Dzięki za pomoc.”

Budzę się we własnym łóżku. Tak, jak obiecała. Na stoliku nocnym znajduję kartkę z numerem telefonu i dopiskiem: “Pisz SMS-y, nie odbieram telefonów. W lesie jest chujowy zasięg”

5 Comments

  1. Sylwia Patoleta-Bęś

    ALE ZAJEBISTY TEKST. KOCHAM TO!!!! Świetny twist i bardzo podoba mi się to przełamanie mrocznych, magicznych klimatów zabawnymi, przyziemnymi dialogami. Mega czarownica Ci wyszła! Czytałabym o niej więcej! 😀

  2. Magdalena

    “I co? Dziewczyna to wypije i facet się w niej zakocha?” – pytam, nie ukrywając sceptycznego nastawienia.
    “Oszalałeś? Facet to wypije i będzie rzygał trzy dni z rzędu. Ostatecznie trafi do szpitala, w ręce mojej klientki. Jest pielęgniarką.”

    Padłam! xD xD

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *