Szczenię


Co to w ogóle znaczy, że umiera matka…?
Matka, która jest martwa, to byt nienaturalny, nie przystoi przyrodzie…
bo co to za radość obgryzać ucho, które się daje? Napadać paszczę zębatą, gdy ta się nie broni, kłapać na muchy srogie, co bzycząc zuchwale cisną się do jej oczu i mrówki rozpraszać maszerujące zbyt śmiało w kratery nozdrzy spękanych. Cóż to za wyzwanie…?
Wspinać się z zapałem na stok futrzastej góry, gdy ta nie faluje i nie umyka spod łap. Polować na kitę zbójeckim zwyczajem, kiedy nie wabi kuszący jej ruch. Czaić się cicho zza kępki trawy, by złapać za pazur, największy twój wróg i nie dostać bury od zaskoczonej, wyrwanej nagle z cichego snu. Obgryzać go chwilę, by zaraz potem wyśledzić bystrym wzrokiem opancerzoną żuczą brać, co ściąga dziarsko z niskich runi kęp. I z nową werwą, rozchwianym susem zniweczyć ten robaczy trud, przetrzebić wroga żuczej armii biorąc go na mleczny ząb. Chitynowy smak zwycięstwa, nim próbuje stłumić głód. Zrzuty pancerz bez krzty mięsa, gorzki żółcią żuczy trup.

Zostaje jeszcze na koniec dnia za liściem pogonić zmarszczonym, popatrzeć bezradnie jak niesie go wiatr i niknie w roślinnej dali.
Posłuchać jeszcze, siedząc uważnie, odgłosów świerszczy z topieli traw, wiatrów wieczornych jak grając cieniami kołyszą w gałęziach mieszkańców gniazd. Chwieją się szumnie drzewa omszałe rzucając wyzwanie…
Sprostać nie czas. Spełza z nich chłód i płynie wolno gasząc po drodze majaki dnia. Czas wracać do miejsca, gdzie został bez ruchu tak blisko znajomy, bezpieczny kształt. Czas zapaść w sen nie dający ciepła.
Wtulić w sierść sztywną swój szczenięcy strach.

Co to w ogóle znaczy, gdy umiera matka…?
Śpisz cicho w zimnej kolebce ciała.
Oddechem płytkim odmierzasz czas.
Pod tobą bezkresna ziemia uśpiona.
Nad tobą przepastny niecichnący las.

5 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *