Opowieści Halloweenowe II – Wampiriada

„Idziemy na imprezę Halloween’ową” oznajmiła stanowczo Anka siedząc rozparta na fotelu z winem w jednym ręku i papierosem w drugim. Jej długie, zgrabne nogi spoczywały bezczelnie na stoliku kawowym.

„Skąd ty znajdziesz imprezę w środku pandemii?” z powątpiewaniem zapytała Marta opróżniając kolejny kieliszek merlota. „Znasz może jakieś imprezowe podziemie, które w tajemnicy przed policją i episkopatem organizuje Halloween omijając covidowe i obyczajowe restrykcje?”

„Podziemie! To jest to! Genialna jesteś!” wykrzyknęła Anka

„OK, nie będę specjalnie zaprzeczać. To jakiś klub jest czy coś?” zainteresowała się Marta.

„Nie klub” odpowiedziała Anka  „Znaczy nie wiem, w sumie. Pracuje ze mną w coworkingu taka dziewczyna. Wczoraj coś wspominała, że ma plany na sobotę, jej znajomi wynajmują wielki dom nad jeziorem i robią w piwnicy imprezę. Podsłuchałam jak się z nimi umawia. Pogadam z nią, może nas wkręci. Oddałabym duszę za porządną imprezę”.

„Obawiam się, że twojej duszy to już nikt nie weźmie, nawet za dopłatą. Musiałabyś do niej jeszcze dołączyć, hm powiedziałabym, że dziewictwo, ale na to też za późno” złośliwie stwierdziła Marta.

„Spoko, weźmiemy moją duszę, twoją duszę i jeszcze skrzynkę alkoholu i na pewno coś da się wynegocjować” oznajmiła Anka z mocnym postanowieniem jak najszybszego wcielenia w życie swojego planu.

***

„Gaja, please” Anka od pól godziny starała się przekonać nieugiętą koleżankę. Próbowała już szantażu, przekupstwa, a teraz zmieniła strategię i postanowiła zamęczyć ją błaganiem. 

„Absolutnie nie ma opcji. Ja tam idę wyłącznie w celach służbowych. W poszukiwaniu nowych klientów, a nie dla rozrywki. Poza tym to nie jest odpowiednie towarzystwo” stanowczo po raz kolejny oznajmiła Gaja.

„Nie no proszę cię. Bogaci finansiści i bankierzy to jest właśnie wymarzone towarzystwo. Poza tym czy ty jesteś moją matką! Gaja, bądź człowiekiem! Od miesięcy nie było porządniej imprezy. Ta pandemia mnie wykończy. Nawet do knajpy nie można iść wieczorem, bo teraz wszystko o 21 zamykają. Obiecuję, że będę grzeczna. Zero alkoholu” błagała dalej Anka. Gaja podniosła brew i spojrzała na nią z  niedowierzaniem.

„No dobra, maksymalnie dwa drinki, ale to maks. Nie spojrzę nawet na żadnego faceta, będę wzorem cnót. Poza tym przed chwilą miałam urodziny” nie dawała za wygraną Anka.

„Będę ci robiła codziennie make up i przynosiła kawę, odbierała służbowe telefony, odpisywała na maile. Przecież i tak chciałaś zatrudnić asystentkę, a mnie możesz mieć za pół ceny” targowała się Anka.

„Widzę, że naprawdę jesteś zdesperowana, ale wiesz, że się nie maluję, piję ziołową herbatę i tak naprawdę nie potrzebuję sekretarki” broniła się Gaja.

Anka zrobiła nieszczęśliwą minę i ostentacyjnie wyszła na fajka i przemyślenie strategii. 

Gaja została sama w biurze. Właściwie to od poniedziałku nikt już i tak się nie pojawiał. Od jakiegoś czasu regularnie przychodziła się tylko ona i Anka. Mimo, że właściciel coworkingowego open space’u o połowę obniżył im abonament wszyscy woleli pracować z domu. Gai biznes wciąż kręcił się całkiem nieźle, w końcu banksterzy, finansiści i inny krwiopijcy nigdy nie byli bardziej aktywni niż w czasach kryzysu, a ostatnio po poradę finansową przychodzili nawet zwykli przedsiębiorcy, którym interes zupełnie zamarł z powodu covida. Niestety Ance nie było tak lekko. Skończyły się wszystkie makijażowe zlecenia, wiadomo, że ani ślubów ani imprez nikt już nie organizował. Od marca nie udało się sprzedać nawet jednego z jej obrazów, widocznie ludzie mieli inne wydatki niż sztuka. Ratowało ją tylko szycie maseczek i tworzenie rysunkowych memów na Instagramie. 

„Może faktycznie przydałaby mi  się asystentka” pomyślała Gaja „A i wampiry nie pogardzą dwiema młodymi, ładnymi dziewczynami, wiec może się to skończyć nawet z korzyścią dla interesów. Poza tym całą podróż można wrzucić w koszty reprezentacji jako obiad z klientami”. 

***

Lśniąca czarna limuzyna podjechała pod bramę i wyskoczyły z niej dwie postacie. Jedna ubrana w satynowy, zielony dres z trzema białymi paskami z boku i zielone adidasy. Makijaż przypominał wygląd ofiary seryjnego mordercy, a platynowo blond peruka poplamiona była sztuczną krwią. Wyglądała jak blondi z amerykańskiego horroru, która zamiast dzwonić po policję to wrzeszcząc w niebogłosy ucieka na górę, żeby przed mordercą z siekierą ukryć się w łazience bez okna. Druga miała na sobie czerwoną, skórzaną sukienkę, która opinała jej ciało jak druga skóra, a piersi prowokacyjnie wylewały się z gorsetu. Całości dopełniały nieziemsko wysokie szpili, złoty chocker, pejczyk i makijaż smoky eyes. Spektakularny efekt psuły niestety maseczki chirurgiczne, które obie dziewczyny miały na twarzach. 

„Limuzyna?” spytała ze zdziwieniem Gaja.

„Tak! Pożyczyłam od brata! Świetny pomysł nie! Wjedziemy w wielkim stylu” oznajmiła Anka. „A to jest moja koleżanka Marta” przedstawiła druga dziewczynę Gai.

Anka dostojnie prowadziła limuzynę przez puste ulice Warszawy, za Legionowem droga zrobiła się jeszcze bardziej wyludniona. Ciemne, nieoświetlone domy sprawiały wrażenie jakby cała planeta wymarła. Jedyną oznaką życia były migoczące w oddali znicze na grobach mijanego cmentarza. Dalej jechały przez las w stronę zalewu nie napotykając nawet jednego samochodu.  

„GPS mówi że to tutaj. Jesteś pewna, że dobrze trafiłyśmy, nic tu nie ma” powiedziała Anka parkując przed domem, który lata świetności miał  już dawno za sobą i wydawał się zupełnie opuszczony.  

„Spokojnie, to tu, widziałam znaki” odpowiedziała Gaja.

„Jakie znaki? Gdyby nie Halloween’owe dekoracje można by przypuszczać że od lat nikt tu nie zawitał. Nawet dekoracje wyglądają jakby ktoś 5 lat temu o nich zapomniał”  skrzywiła sią Marta.

Dziewczyny po ciemku przeszły przez ogród pełen sztucznych trupów, trumien, wychodzących z ziemi zombiaków i dyndających na drzewach wisielców. Wokół walały się opadłe liście i rozrzucone tu i ówdzie dynie. Na tyłach domu, który wychodził na skąpane w blasku księżyca jezioro kołysała się mała łódeczka,  w której siedziała zakapturzona postać.

„Wsiadajcie” powiedział zachrypnięty głos wioślarza.

„Jesteście pewne, że to dobry pomysł” zapytała Marta 

„Chciałyście imprezę Halloween’ową” odpowiedziała spokojnie Gaja.

„Właź, potrzymam ci buty” dodała Anka 

Kiedy wszystkie trzy zapakował się do łódeczki wioślarz odbił od brzegu i skierował się na zasnute mgłą jezioro. „Teraz już nie ma odwrotu” zarechotał „Chyba, że chcecie kąpiel w zimnej wodzie z topielcami.” 

Po pięciu minutach dobili do pomostu, który znajdował się u stóp stromych schodków biegnących w górę skarpy. W ciemnościach, świecąc sobie jedynie komórkami, dziewczyny weszły na górę.  Z ciemności wyłonił się okazały pałacyk z kolumienkami przy wejściu, w oknach nie paliło się jednak ani jedno światło. Gaja zapukała do drzwi starodawna mosiężną kołatką w kształcie głowy meduzy. Otworzył portier w liberii. Dziewczyny weszły do środka, portier sprowadził schodami w dół do piwnicy, zapukał w potężne dębowe drzwi, ukłonił się i odszedł. Drzwi otworzyły się ukazując dużą salę, na której tłum, w większości przebranych za wampiry imprezowiczów, bawił się w najlepsza. Gdzieniegdzie przemykali się również amatorzy BDSM prowadzeni na smyczy przez swoje dominatrix, różnego sortu zjawy, demonice, czarownice, pojawił się też jeden Czerwony Kapturek w przeraźliwie krótkiej spódniczce i obcasach, na których bez pomocy magii na pewno nie dałaby rady chodzić. Dziewczyny z zainteresowaniem rozglądał się po sali nie mogąc uwierzyć własnym oczom. „Chodźmy lepiej do baru” powiedziała Gaja i przedzierając się przez tłum w stronę końca sali, gdzie pod kolumnami znajdowała się ściana alkoholi a zaraz obok podest, na którym przy fortepianie siedział przystojny pianista we fraku i grał Vivaldiego. 

Barman w masce trupa zaproponował dziewczynom drinka wieczoru 0RH- i nie czekając na odpowiedź postawił na blacie trzy kieliszki z czerwoną cieczą i pływającą w niej gałką oczną, po czym dopełnił wódką. „Nie chcecie wiedzieć” powiedział. Dziewczyny z postanowiły jednak zaryzykować i sącząc drinki rozglądały się po sali. Po chwili do Gai podszedł niemożliwe przystojny wampir w garniturze od Armaniego. 

„Jak miło, że dotarłaś” powiedział z uśmiechem odsłaniając śnieżnobiałe kły. 

„A te smaczne kąski to pewnie twoje asystentki” obrzucił Ankę i Martę wiele mówiącym spojrzeniem zatrzymując je na dłuższą chwilę na odsłoniętym dekolcie Marty. Dziewczynę przebieg zimny dreszcz i na całym ciele pojawiła się gęsia skórka. 

„Zapraszam do mojego biura, reszta już na nas czeka” zwrócił się do Gai po czym pstryknął palcami i obok niego pojawiło się w czterech niemniej przystojnych mężczyzn przebranych również za wampiry. 

„Moi chłopcy zajmą się twoimi towarzyszkami” dodał.

Gaja poszła z wampirem w stronę drzwi ukrytych za barem, na odchodnym dodając „Nie róbcie niczego ja bym nie zrobiła dziewczyny”.

Marta i Anka zostały sam na sam z przystojnymi wampirami i ciągle w lekkim szoku sączyły drinki. Tymczasem do pianisty dołączyła jeszcze zupełnie naga harfistka i dwie skrzypaczki a muzyka zmieniła się w zmysłową, wolną balladę. Goście zaczęli łączyć się w pary i za chwilę cała sala kołysała się w rytm. Na scenie pojawiła się wokalistka, której lekko zachrypnięty, magiczny głos omotał salę aurą seksualnego napięcia. Niektóre parki dyskretnie wymykały się bocznymi drzwiami w sobie tylko znanym kierunku, inne jawnie całowały się pod ścianami i na ustawionych po bokach fotelach albo obmacywały w erotycznym tańcu. Impreza rozkręcała się na dobre.

***

Marta obudziła nagle w ogromnym łóżku z baldachimem, była sama w sypialni i zupełnie naga nie licząc koronkowych, czerwonych stringów. Przez chwilę zastanawiała się jak tu trafiła. Pamiętała imprezę, drinka, dwóch przystojnych wampirów, więcej drinków? Wampiry! Nagle wspomnienia z poprzedniej nocy zaczęły pojawiać się w jej głowie z prędkością światła. Taniec z seksownymi mężczyznami, który powoli przeradzał się w grę wstępną. Ktoś zaproponował, że przeniosą się do sypialni. Pamięta, że sama zdjęła sukienkę podczas gdy oni stali bezruchu i patrzyli. Potem pamiętała kły, które wbiły się w jej nadgarstki i szyję. Pamiętała jak jeden z nich szepnął „Jak się obudzisz będziesz pamiętała tylko przyjemność. Najlepszy seks w życiu. Jednorazowa noc bez zobowiązań. Właśnie to ci było potrzebne, po to tu przyjechałaś”.

Marta w panice zaczęła rozglądać się za komórką. Znalazła ją na podłodze obok sukienki i butów. Zadzwoniła do Anki, po pięciu sygnałach nikt nie odebrał. Wysłała jej na whatappie  wiadomość „To wampiry! Musimy znaleźć Gaję i uciekać”. Marta rozejrzała się w poszukiwaniu jakieś broni, ale oprócz łóżka i nocnego stolika nic pokoju nie było. Podeszła do drzwi i nasłuchiwała. Cisza. Na korytarzu również żywego ducha, ani martwego, nie było. Zaczęła po kolei otwierać drzwi do innych sypialni w nadziei, że znajdzie gdzieś Ankę, ale bez sukcesu. Na pocieszenie w jednym z pokojów udało jej się znaleźć drewniane krzesło, z którego nogi zrobiła prowizoryczny kołek. W końcu dotarła do pustej sali balowej, na której w jednym z foteli siedziała Anka popijając prosto z butelki czerwone wino.

„O, jesteś” zawołała „Ale miałam noc! I to z dwoma facetami. To jedno z listy skreślone.” oznajmiła z satysfakcją. „A po co ci ten kołek?”

„Nie miałaś żadnej nocy” szepnęła Marta „Wampiry cię zahipnotyzowały. Musimy znaleźć Gaje i uciekać”.

„Kobieto co ty brałaś?

„Nic nie brałam, jesteśmy w krypcie wampirów. Kołek to w obronie własnej”

„Skoro tak mówisz, tylko daj mi skończyć wino.”

„Jest 5:00 rano, za wcześnie na wino. Musimy uciekać.

„Jak jest rano to na pewno żadnego wampira nie spotkamy, one o tej porze to idąc już spać”

„Ktoś idzie musimy się ukryć”

Z oddali faktycznie słychać było głosy, po chwili na salę weszła Gaja szefem wampirów. 

„Stefan to była prawdziwa przyjemność” powiedziała „Robienie z tobą interesów jest o niebo lepsze niż praca z ludźmi.”

Wampir pocałował Gaje w rękach odsłaniając kły w kuszącym uśmiechu.

Nagle z ukrycia wyskoczyła Marta z kołkiem w ręku wbijając go wampirowi prosto w serce. „Gaja uciekamy!” krzyknęła ciągnąc ją za rękę równocześnie pchają Ankę w stronę wyjścia. Gaja wyszarpała się z uścisku i podbiegła do leżącego wampira, który zdążył już wyciągnąć korek z serca i wstał otrzepując, już nie tak perfekcyjny, garnitur.

„Ludzie i ich mylne przekonania” z niesmakiem skomentował „Jak nie kołki to czosnek albo woda święcona. Zrujnowała mi ulubioną koszulę”

 „Stefan, masz ich ze sto” odpowiedziała Gaja  „Jedna w tą druga w tamtą, nie ma żadnej różnicy, mamy chyba większy problem. Twoi ludzi mieli to załatwić. Dlaczego ona pamięta co się stało?”

„Niektórzy są odporni” wyjaśnił Stefan „A to młode, niedoświadczone wampiry. Zaraz to załatwię”. 

***

Anka i Marta obudziły się na tylnym siedzeniu prowadzonej przez Gaję limuzyny.

„No dzień dobry” powitała je czarownica.

„Jaką miałam noc!” wykrzyknęła Marta.

„Najlepszy seks w życiu!” dodała Anka.

3 Comments

  1. Milena

    WOW! ale jazda 🙂 no mega mnie pochłonęło Twoje opowiadanie 🙂 lubię wampiry 😛 nie spodziewałabym się takie obrotu sprawy , naprawdę świetny tekst! Czułam dreszczyk na plecach i lekkie podniecie na myśl o tym co zaraz się wydarzy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *