W szponach myśli
Był lutowy poranek. Słońce postanowiło przestać chować się z zawstydzenia za chmurami. Wystarczy, chowało się od listopada, ustępując miejsca zawiesistej mgle. I tylko wychylało się nieśmiało, przypominając o swoim istnieniu, wciąż za krótko. Dzisiaj świeciło bezwstydnie. Ocknęła się w lesie, na granicy jawy i snu. Nie wiedziała, gdzie jej bliżej. Czy w ogóle spała? Zdecydowała…
