Miał być ślub…
„I chuj Ci w dupę, pojebie” – krzyknęła Katarzyna. Odwróciła się zamaszyście. Turkusowym trenem, sukni z epoki zamiotła płatki białych róż, rozsypane chwilę wcześniej przez dziewczynkę w różowej, tiulowej sukience. Cały kościół zamarł. Pan młody, goście, ksiądz (którego Katarzyna i tak nienawidziła, od pierwszej nauki przedmałżeńskiej). Płomienie świec, migoczące dotychczas wesoło, zamarły. Święci z witraży…
